środa, 31 grudnia 2014

53. Podsumowanie akcji Eter + New Year, new hair!

Witam Was mega serdecznie w ostatnim dniu roku. Ostatnio znowu się nie odzywałam, ale wszystko jest spowodowane tym, że po pierwsze nie miałam zupełnie pomysłu na to, o czym mam napisać, po drugie byłam totalnie chora przez dwa tygodnie i nic mi się nie chciało, a potem tak jakoś poszło, że zaczęły mi się pierwsze zaliczenia, Święta, no i dziś Sylwester! Z tej okazji mam pewne postanowienie dotyczące bloga, a mianowicie- co najmniej dwa posty tygodniowo! Postaram się robić posty nawet na zapas, ale bardzo bym chciała, żeby blog trochę odżył :)

W tym roku wzięłam udział w akcji Eter, a mianowicie: "Zapuszczaj wytrwale, niech centymetry rosną w chwale!". Szczerze mówiąc byłam bardzo zapalona do tej akcji, a koniec końców nic na porost nie zrobiłam :D Przez parę dni brałam tabletki ze skrzypem, ale potem zapomniałam i tak jakoś wyszło, że już potem nic nie robiłam. Nawet nie parzyłam mojej ukochanej skrzypokrzywy. O dziwo włosy bardzo mi urosły, i chociaż nie mam zdjęcia porównawczego, to mogę Wam z ręką na sercu powiedzieć, że przez akcje włosy urosły mi 6cm! Nie jest to pewnie jakiś rekordowy przyrost, ale biorąc pod uwagę to, że nic z nimi nie robiłam to i tak dużo.

Przed rozpoczęciem Nowego Roku postanowiłam zrobić coś, co chodziło za mną już dobre parę miesięcy, a mianowicie podciąć włosy. Na początku miały być same końcówki, ale uznałam, że kto nie ryzykuje te nie pije szampana i podcięłam je aż do takiej długości:


(mój fotograf tak bardzo się postarał, że aż ułożył mi włosy :D)

Z przodu fryzura jeszcze bardziej mi się podoba, jest niesamowicie lekka i przypuszczam, że bardzo prosta w stylizacji. Dzisiaj czeka mnie pierwsze mycie i stylizowanie. Teraz zostały mi ostatnie farbowane końce, w sumie poszło z 15cm, ale ani centymetra nie żałuję! Przy następnej wizycie, czyli jak podrosną z 3-4cm, planuję ściąć ostatnią farbowaną warstwę. Włosów jest teraz o połowę więcej jeśli chodzi o grubość, są niewiarygodnie miękkie i błyszczące. Po nocy fryzura nie jest zbyt piękna, ale najbardziej zależało mi na pokazaniu Wam długości.

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok, wielu sukcesów osobistych i blogowych, a także dużo radości, spełnienia marzeń i postanowień noworocznych. 




Pozdrawiam,
Gumi

poniedziałek, 8 grudnia 2014

52. Ulubieńcy jesieni

Witajcie Kochane! Dzisiaj czas na ulubieńców jesieni. Jesteście ciekawe, jakie produkty skradły moje serce podczas tych kilku miesięcy? Zapraszam :))



Mimo, że uwielbiam polską złotą jesień, to listopadowe dni w niczym jej nie przypominały, mnie samą wprawiały w stan kompletnego nicmisięniechce, a całe dnie najchętniej spędzałabym w łóżku z herbatą i serialami. Na szczęście są kosmetyki, które umiliły mi ten czas!




  • Na pierwszy ogień idzie kolorówka. Missha Perfect Cover, czyli fantastyczny krem BB z filtrem spf 42. Dostałam go w czerwcu jako prezent i początkowo średnio się z nim dogadywałam, ale teraz to mój must-have! 20ml kosztuje około 35zł na Allegro, myślę, że to nie jest wygórowana cena za taki fajny podkład. Przede wszystkim ma bardzo jasny kolor, z początku nieco ziemisty, ale szybko dostosowuje się do naszego kolorytu skóry. Najczęściej nakładam go palcami, rozcieram i delikatnie wklepuję, ale zdarzało mi się go również nakładać pędzlem i gąbeczką Ebelin. Najwygodniej nakłada mi się jednak palcami, bo uzyskuję najbardziej naturalny efekt, który lubię na codzień. Ostatnio moja koleżanka była w szoku, że mam podkład na twarzy, więc uważam to za komplement :) Jeśli chodzi o krycie to można je stopniować, ale nawet jeśli mam gorszy dzień, to wolę użyć korektora niż nakładać kolejną warstwę podkładu.
  • Eyeliner z Wibo to mój kolejny ulubieniec! Kupiłam go co prawda niedawno, bo w połowie listopada, ale szybko wkradł się w moje łaski. Jestem totalnym antytalentem do robienia kresek, ale z tym produktem świetnie mi się współpracuje i robi całkiem dobrą robotę. Kreski są naprawdę czarne, trzymają się cały dzień i pewnie przetrwałyby niejedną noc :) Ma świetny, cieniutki aplikator, i kosztuje zawrotne 9zł. Czego chcieć więcej? ;)




Moi włosowi ulubieńcy, których pokazuję kolejny raz, czyli odżywka Alberto Balsam (recenzja) i maska Gloria. Obie rzeczy zdążyłam zdenkować, ale fenomenalnie spisują się na moich włosach i z pewnością jeszcze nie raz się u mnie pojawią :)



Nigdy nie rozumiałam idei peelingu enzymatycznego, ale postanowiłam dać mu szansę i nie zawiodłam się! Jesienią często gościł na mojej twarzy, która rano była miękka, oczyszczona i nawilżona. Mimo, że na codzień wolę mechaniczne peelingi, ten świetnie się spisuje i bardzo się z nim polubiłam.



Żel pod prysznic Oceania- mleko i miód- chyba nie muszę wiele o nim pisać. Nie wiem, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale wszystko, co pachnie mlekiem i miodem jest moim zapachowym ulubieńcem. Ten zapach przenosi mnie do dzieciństwa i bardzo mnie relaksuje. Sam żel dobrze się pieni, pięknie pachnie i robi co ma robić, i kosztuje zaledwie 3zł w Biedronce.



Jak już jesteśmy przy zapachu, to czas na perfumowego ulubieńca. Cash firmy La Rive pachnie bardzo słodko, kobieco. Nie umiem określać zapachów perfum, ale ciężko mi znaleźć zapach, który do mnie pasuje, a ten pasuje idealnie. Są bardzo trwałe, szaliki i bluzki pachną nawet na drugi dzień. Możecie je znaleźć w Rossmannie za 20zł, ale często są w promocji za 17zł czy nawet 14zł. Poza tym ta buteleczka- czy nie jest przepiękna?

(Tak nawiasem, moja mama uwielbia perfumy Lady Million, i jak tylko poczuła te, to już musiałam się z nią podzielić i od teraz mówimy na nie wspólnie "Lady Million za dwie dyszki". :D)




  • Krem do rąk z Isany- moja mama kupiła je jakoś w wakacje, i od tej pory codziennie się nim smarujemy. Dostałam kolejną butlę od Izy, z czego bardzo się cieszę, bo podobno nie ma już ich w Rossmannie. Ma przecudny zapach, słodki, trochę przypomina mi masło kakaowe z Ziaji. Świetnie nawilża, i nawilżenie czuć nawet po umyciu rąk. Duży plus za pompkę!
  • Pilniczek do paznokci z Donegal- w sumie mam go już od marca, ale jesienią towarzyszył mi wszędzie, ratował pazurki od zadziorów, szybko radził sobie ze złamanymi paznokciami, szybko się go myje, a i cena nie jest duża, bo około 9zł. Ja swój kupiłam w drogerii Cosmedica.


I to by było na tyle. Może nie są to jakieś oryginalne produkty, ale wybierałam takie, które naprawdę polubiłam przez te trzy miesiące :) Może z którąś z Was dzielę ulubieńców? :)

Pozdrawiam,
Gumi

wtorek, 2 grudnia 2014

51. TAG: 11 włosowych pytań


Hej :) Zostałam nominowana do zabawy przez Agę, więc nie mogłam odmówić :) Przed Wami moje odpowiedzi na 11 włosowych pytań!

1. Jaka gwiazda ma według Ciebie najpiękniejszą fryzurę?


Na pierwszym miejscu zdecydowanie Ariana Grande. Ma kolor, który jest moim wymarzonym no i  długie i grube włosy. Poza tym jest moim urodowym ideałem :D

Drugie miejsce przypadło Ninie Dobrev, czyli serialowej Elenie z "Pamiętników wampirów". Obie panie są bardzo do siebie podobne, ale i tym kolorem bym nie pogardziła. W serialu jej włosy świetnie się prezentują i sama chciałabym takie mieć :D

2. Jaki jest Twój cel pielęgnacji włosów?


Odzyskanie naturalnego koloru! Nie mogę się doczekać, aż całe będą ciemnym blondem, a nie "pół odrostem, pół platynką". Poza tym zapuszczenie zdrowych włosów do wcięcia w talii. Nigdy nie miałam takich długich włosów i jestem ciekawa, jak się będę w nich czuła :)

3. Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś swoim włosom?


Pisałam Wam swoją włosową historię (KLIK), ale powtórzę: oprócz farbowania ich na każdy możliwy kolor, potem prostowania na 230*, rozjaśnienia i rozjaśniania co miesiąc przez pół roku (plus prostowania na 230*) to prawie nic :D Obecnie czasem śpię w mokrych włosach i suszę cieplejszym powietrzem, ale robię to w awaryjnych sytuacjach.

4. Jaka jest Twoja ulubiona forma pielęgnacji włosów?


Zdecydowanie nakładanie masek. Olejuję tylko kiedy mam czas, ale maska lub odżywka po każdym myciu to mój must-have. Plus szampony bez SLSów.

5. Dokończ zdanie. Moje włosy byłyby idealne, gdyby...


... wyglądały o tak:

Często to zdjęcie jest dodawane na różne pseudowłosomaniacze strony lub jakieś poświęcone urodzie, ale od kiedy zobaczyłam to zdjęcie nie mogę sobie wybić z głowy takiego ich wyglądu. Marzą mi się własnie w takim kolorze, takiej długości i tak proste <3

6.Maska czy odżywka?

Zdecydowanie maska. Zawsze mogę ją nałożyć na krótszy czas i stanie się odżywką, ale kiedy odżywka ma super skład równie dobrze może być maską :)

7. Od kiedy i dlaczego zajęłaś się bardziej profesjonalną pielęgnacją włosów?


Zaczęło się w lipcu 2013. Szczerze mówiąc znudził mi się wygląd tlenionej blondyny i szczypanie przy każdym farbowaniu, poza tym widziałam, w jakim opłakanym stanie są włosy. Trafiłam też na bloga Mudi i w sumie to ona mnie do tego zainspirowała :)

8. Gdybyś na jeden dzień mogła mieć wymarzone włosy, jakby one wyglądały? 


Odwołuję się tu do pytania nr.5- najwspanialsze włosy na świecie!

9. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk do włosów?


Nie mam ulubionego kosmetyku, bo staram się ciągle testować coś nowego. Na chwilę obecną jest to maska Glorii i odżywka Alberto Balsam, ale za pół roku mogę Wam odpowiedzieć coś innego ;)

10. Czego nigdy nie odważyłabyś się zrobić swoim włosom? 


Po tym co przeszłam już w sumie nic nie jest mi straszne- ale nigdy nie przefarbuję włosów farbą. Jedyne co wchodzi w grę to henna, ale i tak szybko się na nią nie zdecyduję. :)

11. Dokończ zdanie: mój ulubiony blog o świadomej pielęgnacji włosów to... 


Bardzo lubię czytać Mudidudi, i chociaż trochę zawiesiła włosomaniaczą działalność to nadal chętnie tam zaglądam :) Szczerze Wam powiem że nie lubię wchodzić do takich "poważnych" włosomaniaczek, bo ciężko mi znaleźć tam coś dla siebie. Ale uwielbiam naszą Anwen, Ewalucję i Eter :)


A Wy? Jakie macie włosowe ideały? A może zechcecie odpowiedzieć na te pytania? Nominuję każdego, kto ma ochotę!:)

Pozdrawiam,
Gumi

środa, 26 listopada 2014

50. Listopadowa aktualizacja włosowa!

Hej :) Znowu muszę Was przeprosić za długą przerwę, ale wolę nie pisać nic, niż pisać bezsensowne posty albo zapchaj-dziury ;) Dzisiaj przychodzę do was z listopadową aktualizacją moich włosów- musicie mi wybaczyć koszmarną jakość, ale nie wiem, co się ostatnio dzieje z moim aparatem i ciężko mu zrobić jakiekolwiek zdjęcia.



W tym miesiącu nie robiłam z włosami nic szalonego. Nie piłam pokrzywy ze skrzypem, nie brałam żadnych suplementów. Szczerze mówiąc, nawet ich nie olejowałam (bo nie mam czym), a moja pielęgnacja ograniczyła się do mycia i nakładania odżywki/maski po myciu.



Mój niezmienny arsenał- staram się go wykończyć, żeby zacząć testować kosmetyki od Izy, ale ciężko mi idzie. Alberto ląduje na mojej czuprynie średnio 3 razy w tygodniu, a Glorię zostawiam raz w tygodniu na pół godziny. Moje włosy chyba nauczyły się ze mną trochę współpracować i rzadko miewam bad hair day. Włosy są mięciutkie, leją się, a jedyne, co mogę im zarzucić to to, że długo schną. Niestety nadal zmagam się z łupieżem (zmiana na łagodniejszy szampon nie pomogła) i wreszcie zmobilizowałam się, żeby rozejrzeć się za czymś do skóry głowy. Trzymajcie kciuki, może trafię na coś fajnego :)



Włosy prezentują się tak. Moim zdaniem już bliżej niż dalej do osiągnięcia naturalnego koloru, wszyscy pytają, czy mam ombre, a to, że z jednej strony włosy są ciemniejsze zwalam na wierzchnią warstwę, która przykryła prawą stronę. Miałam jakiś czas temu myśli o ścięciu włosów do ramion, ale teraz chcę delikatnie je wyrównać. Prawdopodobnie zrobię to po zakończeniu akcji Eter :)

Na chwilę obecną jestem bardzo zadowolona z moich kłaczków i mam nadzieję, że kiedy wrócę do olejowania będzie jeszcze lepiej :)

A jak tam Wasze kłaczki? ;)

Pozdrawiam,
Gumi

piątek, 7 listopada 2014

49. Miłość od pierwszego wejrzenia- zakochałam się w Albercie!, czyli recenzja odżywki Alberto Balsam.


Cześć! Bardzo dziękuję za miły odzew pod ostatnim postem i witam nowe obserwatorki :) Dzisiaj zapraszam na post o zabarwieniu nieco romantycznym, ponieważ nasz dzisiejszy bohater wdarł się do mojego życia, zamieszał w nim i nie sposób go nie kochać. O kim mowa? Zapraszam ;)



Alberto Balsam to stosunkowo nowa odżywka. Pierwszy raz spotkałam się z nią podczas wakacji. O tym cudzie zawiadomiła mnie (oczywiście) Aga, a więc pobiegłam do Tesco i stanęłam przed tą ogromną kosmetyczną półką. I nic. Trzy minuty złaziłam, żeby wreszcie gdzieś tam ją dojrzeć. Wreszcie go dojrzałam- duża, różowa butla, maliny, super dozownik, fajna szata graficzna- to była miłość od pierwszego wejrzenia! Ale szczerze Wam powiem, że poszłam tylko na zwiady i wcale jej nie kupiłam :D Miałam ogromny odżywkowy zapas i uznałam, że kolejnej nie potrzebuję.
Ale już we wrześniu po Agowej recenzji, przy okazji szkolnych zakupów wrzuciłam go do koszyka i powędrował ze mną do domu. Nie mogłam mu się więcej opierać i użyłam go przy najbliższym myciu.

Nakładam go najczęściej jako odżywkę na dwie minuty, ale czasem mam chęć i nakładam ją na dłużej. W obu przypadkach spisuje się fenomenalnie. Zmiękcza włosy, ułatwia rozczesywanie (a u mnie wcale nie jest łatwo), czuję, że je odżywia, bo moje suche końcówki wcale nie są już takie suche. Absolutnie nie zbijają się w nieestetyczne strączki, ale za to pięknie się błyszczą i dobrze układają.
Czasem używałam Alberta jako odżywki pod olej i tu też spisał się na medal.
Jeśli chodzi za to o wspomniany zapach- faktycznie jest malinowy, ale nie chemiczny, przynajmniej nie dla mnie. Dla mnie pachnie malinową mambą albo watą cukrową. Zapach jest fenomenalny i bardzo umila aplikację :)



Za to jeśli chodzi o skład to wielkie brawa, bo na trzecim miejscu mamy już pantenol, potem mamy ekstrakt z owoców jałowca ekstrakt z kwiatów rumianku. Czyli wszystko, o czym mówił producent mamy na trzecim, czwartym i piątym miejscu! I jak tu go nie kochać?

Podsumowując- za cenę 7zł mamy 400 ml odżywki, która nawilży nam włosy, nada im blasku i pięknego zapachu. Dostępna tylko w Tesco, ma jeszcze kilka innych wersji, ale im się nie przyglądałam. Fajny skład, chociaż są silikony, ale takie, które nie zrobią krzywdy naszym włosom.



Czy są minusy? Może jeden mały, czyli to, co na zdjęciu powyżej. Może to wynika z tego, że mam do tego talent, a może i taki jego urok, ale jeśli przyciśniemy go mocniej, to wyrzuci nam kosmiczną ilość odżywki. Ja staram się obchodzić z nim delikatnie i nie mam już tego problemu. 

Koniec końców, Alberto na stałe zagościł w moim sercu i z pewnością kupię go ponownie, jak go wykończę. Ze świecą szukać drugiego, co tak nawilży moje włosy!


Nawiasem muszę napisać, że wygrałam rozdanie u Izy, które miało być niespodzianką. Liczyłam na jeden mały produkt, a tu wczoraj zadzwonił listonosz z dwukilogramową paką! Zawartość prezentuje się następująco:


(ja już nie wiem co jest z tym aparatem, godzinę temu robiłam fotki Albertowi a teraz zrobiłam paczce i różnica jest ogromna :/)

Dziękuję Izunia za taką wielką niespodziankę! Jak widzicie, mam mnóstwo rzeczy do włosów i nie tylko, więc Alberto musi poczekać... Albo i nie, bo dostałam odlewkę jego brata, czyli wersji kokos&liczi.

Miałyście styczność z Albercikiem? Pokochałyście go tak samo jak ja? A może zachęciłam Was do bliższego zapoznania się z nim? :)


Pozdrawiam,
Gumi

poniedziałek, 3 listopada 2014

48. Rok bloga! :)

Cześć! Nawet nie wiecie, jak się cieszę że mogę napisać dla Was takiego posta! Dzisiaj stuknął mi pierwszy rok bloga z czego jestem niesamowicie dumna :) Zawsze byłam osobą o słomianym zapale i czego się nie podjęłam, to zawsze spalałam się na panewce, a tym razem jest inaczej! Nawet nie przypuszczałam, że tak pochłonie mnie włosomaniactwo i urodomania ;)


(autorski tort autorstwa mojej Aguni oczywiście- męczyła się nad nim bida zamiast się uczyć! dziękuję :*)


Pokuszę się o skromne statystyki:
Blog był wyświetlany łącznie 9288 razy
Napisaliśmy wspólnie 732 komentarze
Obserwują mnie 52 osoby.

A teraz czas na podziękowania! Przede wszystkim dziękuję moim najwierniejszym czytelniczkom- Adze, Marioli, Izie i Izabelce. Dziękuję, że regularnie tu zaglądacie i motywujecie mnie do prowadzenia bloga! <3

Za wszystko gorąco dziękuję! A w dzisiejszym poście postanowiłam podzielić się z Wami cząstką siebie i przedstawić Wam 57 faktów o mnie. Czemu 57? Bo czeka mnie zaległe 7 faktów, gdyż zostałam nominowana na blogu http://the-student-cookbook.blogspot.com :) Mam nadzieję że troszkę lepiej mnie poznacie, no i cóż... Zaczynamy!

1. Na codzień noszę okulary. Nie jest to duża wada, ale bez okularów wszystko mi się rozmywa i nie widzę napisów na billboardzie czy numerków tramwajów. Rzadko jednak robię sobie zdjęcia w okularach, bo uważam, że jest to bardzo niefotogeniczne :D
2. Od ponad roku mam prawo jazdy, do którego podchodziłam sześć razy, ale się udało :)
3. I od tego czasu jeżdżę czerwonym torpedowcem, który traktuję jak swoje własne dziecko.
4. Studiuję pedagogikę wczesnoszkolną z edukacją przedszkolną.
5. Przed pedagogiką studiowałam przez pół roku ekonomię sektora publicznego, ale szybko okazało się, że nie był to najlepszy wybór.
6. Moim największym marzeniem dotyczącym przyszłej pracy jest praca w żłobku albo w przedszkolu :)
7. Jestem ogromną serialomaniaczką. Oglądam wszystkie amerykańskie seriale, jakie przypadną mi do gustu (m.in. Glee, The Vampire Diaries, Awkward, Gossip Girl, Pretty Little Liars, How I met your mother, Two Broke Girls, i wiele wiele innych), a także polskie produkcje nie są mi obce (Prawo Agaty, Pierwsza miłość, Na Wspólnej a nawet Klan! :D).
8. Rzadko oglądam filmy i trzeba mnie do tego trochę namawiać. Sama nie wiem czemu tak jest.
9. Kiedy byłam w gimnazjum byłam ogromną fanką mocniejszej muzyki- rocka i metalu. Z czasem z tego wyrosłam i słucham teraz wszystkiego, co wpadnie mi w ucho.
10. Przez prawie 12 lat uczyłam się języka francuskiego i dwukrotnie byłam w Paryżu.
11. Nie mam rodzeństwa, ale mam 3 lata młodszego kuzyna, z którym bardzo długo byłam zżyta jak z rodzonym bratem ;)
12. Panicznie boję się latania samolotem i samolotów. Nad moim blokiem dziennie przelatuje z 15 samolotów, z czego 10 leci bardzo nisko i zawsze mnie to przeraża.
13. Lubię bardzo długo spać- potrafię położyć się o 22 i wstać o 11-12 dnia następnego.
14. Nie wyjdę z domu bez telefonu, portfela i kluczy.
15. Na wszystkie spotkania przychodzę zawsze przed czasem. Nie lubię się spóźniać.
16. Myślałam kiedyś o nagrywaniu na Youtube, ale trochę się wstydzę :P
17. Jestem chyba największą na świecie fanką simsów- uwielbiam grać i prowadzić im życie :D chyba nigdy z tego nie wyrosnę.
18. Uwielbiam herbatę- czarna, zielona, biała, smakowa- nie ma znaczenia. Najlepszy napój na świecie!
19. Nie mam problemów z nauką języków obcych, od zawsze przychodzi mi to bardzo łatwo.
20. Miałam wszystkie możliwe kolory na głowie- od czerni po platynowy blond.
21. Miałam okazję poznać i spotkać się z jedną z blogerek- czyli Agą z www.bubijum.blogspot.com. Była to bardzo fajna sprawa i nigdy nie sądziłam że dojdzie do czegoś takiego :P Do tej pory mamy codzienny smsowy kontakt (przydają się nielimitowane smsy!).
22. Ciężko mi się zaaklimatyzować w nowym miejscu z nowymi ludźmi.
23. Nigdy w życiu się nie przeprowadzałam- od 21 lat mieszkam w tym samym miejscu :)
24. Nigdy nie pamiętam, czy zamknęłam drzwi i wyjęłam wszystko z gniazdek.
25. Jestem bardzo przywiązana do mojej rodziny.
26. Jestem typem działacza- zawsze muszę robić coś więcej niż przeciętna osoba.
27. Należę do koła naukowego i uważam, że to super sprawa!
28. Liczba 28 przez długi czas była moją ulubioną- pewnie dlatego, że urodziłam się 28 listopada :)
29. Moją ulubioną książkową sagą jest Jeżycjada i Harry Potter :) te książki budzą we mnie ogromny sentyment.
30. Przed tym blogiem miałam kilkanaście innych, ale miałam wtedy 12 lat i pisałam o szkole i innych pierdołach.
31. Zawsze mi zimno. Serio- może być 20 stopni w listopadzie- ale to listopad, a ja będę siedziała w grubym swetrze.
32. Kiedyś byłam ogromną bałaganiarą. Coś mi z tego zostało, ale staram się utrzymywać coraz większy porządek wokół siebie.
33. Jestem straszną panikarą i wyobrażam sobie od razu najczarniejsze sceny.
34. Parę lat temu miałam poważną zajawkę na fotografię i przez parę chwil chciałam nawet iść w tym kierunku.
35. Uwielbiam jeść! :D
36. Bardzo lubię wszystko celebrować- urodziny, imieniny, rocznicę związku- dla mnie każda okazja do poczucia się w tym dniu wyjątkową jest dobra.
37. Mam niesamowitą pamięć do dat z mojego życia (czasem pamiętam, o której godzinie coś się wydarzyło!), i nawet po pięciu latach pamiętam pewne ważne wtedy wydarzenia.
38. Lubię wszystko planować i rzadko jestem spontaniczna.
39. Nauczyłam się pływać dopiero około dwa lata temu.
40. Nie potrafię jeździć na rowerze bez trzymanki :(
41. Bardzo szybko się denerwuję i wszystkim stresuję.
42. Mam ogromną tremę przed publicznymi wystąpieniami i zawsze mam wrażenie, że ktoś mnie wyśmieje.
43. Nie lubię zamawiać jedzenia przez telefon i zawsze ktoś inny musi to robić. To samo tyczy się dzwonienia i umawiania jakichkolwiek wizyt- milion razy bardziej wolę to zrobić osobiście niż przez telefon.
44. Nie potrafię znieść zapachu i smaku kawy- nie wiem, czym to jest spowodowane, ale mnie obrzydza :P
45. Mam słabość do ładnych, męskich perfum.
46. Bardzo szybko przywiązuję się do serialowych, filmowych i książkowych postaci.
47. Najgorszym książkowym momentem jest dla mnie śmierć Freda Weasleya w siódmej części "Harry'ego Pottera".
48. "Zaawansowanym" makijażem zainteresowałam się w 2012 roku.
49. Zanim zasnę, układam sobie w głowie różne scenariusze.
50. Uwielbiam piec ciasta i ciasteczka!
51. W liceum byłam skarbnikiem i myślę, że nieźle sprawowałam tą funkcję.
52. I bardzo chętnie wróciłabym do liceum.
53. Lubię chodzić na długie spacery albo jeździć na dłuższe wycieczki.
54. Od dziecka miałam dwa marzenia- być dziennikarką i nauczycielką. Zapomniałam o tym zupełnie i kiedy przychodziło do wyboru studiów, kompletnie nie wiedziałam, co chcę zrobić ze swoim życiem. Inspiracja przyszła niecałe pół roku później.
55. Zawsze marzyłam o kręconych włosach :)
56. Bardzo lubię chodzić do kina.
57. I bardzo cieszę się, że jesteście już ze mną rok!


I teraz czas na Liebster Blog Award- czyli nominację od Izy ;)




1. Czy wybierając się na zakupy kosmetyczne analizujesz uprzednio opinie o danym produkcie? 
Szczerze mówiąc, to zależy. Jeśli kupuję przez internet, wyszukuję wszelkie możliwe opinie i swatche. Za to jeśli idę do Rossmanna i mam zdecydować się na coś tańszego, to niekoniecznie patrzę na opinie.
2. Świadomie wybierasz kosmetyki pielęgnacyjne? Czy raczej jesteś podatna na sugestie producentów w reklamach? 
Staram się wyszukiwać coś, co będzie dobre dla mojej skóry, ale przyznam się że opakowanie może mnie nieźle zmylić.
3. Co skłoniło Cię do rozpoczęcia prowadzenia bloga? 
Szukałam swojego miejsca i wsparcia w dbaniu o włosy. Poza tym byłam bardzo mocno zajarana jutuberkami i blogerkami, a że miałam sporo do czynienia z kosmetykami uznałam, że mogę coś nie coś o tym pisać. I pokochałam to od pierwszego posta!
4. Twój ulubiony kosmetyk do włosów. 
Obecnie jest to maska z Glorii i odżywka Alberto Balsam.
5. Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie makijażu? 
Bez tuszu do rzęs. Często maluję same rzęsy i tak idę np. do sklepu, ale na uczelnię czy jak wychodzę na jakieś spotkanie oczywiście robię lepszy makijaż.
6. Ulubiona firma produkująca kosmetyki do włosów. 
Nie mam jednej ulubionej ;) Bardzo lubię Joannę i Kallosa.
7. Ile czasu dziennie poświęcasz swojemu blogowi? 
Zależy od tempa, w jakim biegnie mój dzień. Jeśli mam więcej na głowie i nie chce mi się tu zaglądać, to nie robię nic na siłę. Ale średnio parę razy dziennie zaglądam i sprawdzam, czy pojawiło się coś nowego.
8. Czego nie lubisz u innych Blogerek? 
Zdecydowanie kłamstwa i robienia czegoś pod publikę! Komentarzy typu "obserwujemy", "fajny produkt", albo komentarzy kompletnie niezwiązanych z postem. Pisania 30 komentarzy, bo odkryło się nowego bloga, a tu rozdanko i jeden los za najbardziej komentującą. Kopiowania, tego, że nie mają na siebie pomysłu i zżynają wszystko jak leci. Nie lubię też blogerek, które piszą bez serca, a dla obserwatorów, komentarzy i współprac.
9. Włosy proste czy kręcone? 
Sama jestem właścicielką prostych, ale gdyby okazały się kręciołkami to byłabym przeszczęśliwa!
10. Kawa czy herbata? 
Zdecydowanie herbata!
11. Książka czy dobry film?
Książka, chyba że to wieczór z moim chłopakiem- wtedy zdecydowanie dobry film ;)


Dziękuję Wam za pierwszy wspólnie spędzony rok i mam nadzieję, że będziemy razem przez kolejny! Mam nadzieję, że dowiedziałyście się czegoś o mnie i mamy ze sobą coś wspólnego :)

Pozdrawiam,
Gumi

poniedziałek, 20 października 2014

47. Poniedziałek dla włosów- zrób coś dobrego dla swoich kłaczków!

Witajcie! Korzystając z wolnego dnia postanowiłam wreszcie, pierwszy raz od prawie 2 tygodni zrobić dla nich coś więcej, niż olej na godzinkę i odżywka na 3 minuty. Nie jest to nic rewolucyjnego, ale jest to coś więcej niż zwykle, także zapraszam!


Dzisiaj postawiłam na sprawdzony zestaw- na skalp olejek herbaciany, ale ponieważ mega trudno go wydobyć, dołożyłam olejku łopianowego z Green Pharmacy. Na długość od ucha w dół nałożyłam maskę BingoSpa z glinką Ghassoul i mieszankę olejków, której zostało mi na malutkie olejowanie- wszystkie moje zapasy skończyły się w mgnieniu oka i przez ostatnie tygodnie używałam mieszanki olejku Babydream Fur Mama, olejku lnianego i olejku słonecznikowego. Wszystko wsadziłam pod czepek i ręcznik i trzymałam ponad godzinę.


Swoją drogą przy nakładaniu maski i oleju wypadło mi mnóstwo włosów (a czesałam je rano i wypadła mi może odrobinkę mniejsza ilość). Nie wiem co robić... :(


Włosy potraktowałam Detoxem od Mariona- najpierw mus peelingujący, a potem pięknie pachnący mężczyzną szampon. 


Włosy były bardzo dokładnie oczyszczone, więc nałożyłam na nie moją ostatnio ukochaną maseczkę Glorii, którą dostałam od Agi (a w tej chwili przypomniało mi się, że mam jeszcze czekoladowego Kallosa w zapasie!). Włosy związałam i włożyłam znowu pod czepek i ręcznik. 


Maskę spłukałam po ponad godzinie, ostatnie płukanie oczywiście zimną wodą. Odsączyłam je w ręcznik i wysuszyłam moją nową suszarką z chłodnym nawiewem (niestety, Rossmannowska się zbuntowała i po prostu się spaliła :D). Po wysuszeniu rozczesałam je Tangle Teezerem i zabezpieczyłam końcówki serum z Marionu 7 efektów

Włosy są mega mięciutkie! Niestety, końcówki i tak nadają się do ścięcia bo są już trochę przesuszone, ale resztę włosów oceniam na spory plus. No i ślicznie się błyszczą, czego nie widać, bo światło jest dzisiaj koszmarne i nie mogę dogadać się z moim aparatem.

 (bez lampy)

(z lampą)

Jak widzicie mam dzisiaj przymusowy pidżama day :D 


A tak prezentują się z przodu. Naprawdę nieźle się wywijają, ale skrętu z nich nie osiągnę. Nie mam pojęcia, dlaczego są takie podłe i coraz częściej myślę o keratynowym prostowaniu włosów. Poza tym mam tu milion kolorów, dół jest pół żółty blond, pół rudy, znowu od góry mam swój naturalny i niefarbowany od ponad roku kolor. Muszę Wam powiedzieć, że to zdjęcie jako jedno z nielicznych całkiem dobrze oddaje ich faktyczny kolor. Swoją drogą nie myślałam, że mam już takie długie włosy ale chyba troszkę urosły od ostatniego poniedziałku dla włosów? ;) i pomyśleć, że przez ostatni miesiąc nie myślałam o niczym innym jak ściąć je przed ramiona :D

Czy miałyście któryś z dzisiaj użytych produktów? A może jesteście ciekawe recenzji Glorii? No i przede wszystkim- co sądzicie o stanie włosów i czy macie skuteczny sposób na wypadanie? Odpadają wszelkie wcierki z alkoholem, ponieważ wciąż zmagam się z łupieżem (a może i na to macie sposób? Olejki i szampon nic nie pomagają!). 
Macie coś do powiedzenia na temat keratynowego prostowania? :)

Pozdrawiam!
Gumi

wtorek, 14 października 2014

46. Tag- Kocham jesień!

Heej! Strasznie się cieszę, że wreszcie mam chwilkę żeby naskrobać dla Was porządnego posta. Myślałam o kolejnej włosowej recenzji, ale szczerze powiedziawszy, przez ostatnie dwa tygodnie trochę je zaniedbałam i nie mam dla nich czasu. Ale niedługo postaram się za siebie wziąć ;)
Dziś, z racji tego że mamy piękną jesień (a dziś troszkę brzydszą) postanowiłam zrobić krótki tag, w którym powiem (i pokażę) Wam za co kocham tę porę roku i jakie są moje jesienne niezbędniki. Zapraszam!



1) Ulubiony produkt do ust?
Kiedyś zdecydowanie wymieniłabym tu jakąś pomadkę nawilżającą, ale ostatnio zakochałam się w czerwono-bordowej szmince z Golden Rose i mam ochotę na więcej odcieni! Moja to numerek 12 i prezentuje się pięknie na ustach :)


2) Ulubiony lakier do paznokci?
Szczerze mówiąc nie dzielę pór roku na kolory lakierów do paznokci, bo przez cały rok noszę podobne kolory- czerwony, róż, pastele. Ale postanowiłam Wam pokazać moje dwa ukochane kolorki ;) Paese 302 i Essence 114.


3) Ulubiona świeca?
Zdecydowanie wygrywają świece z Ikei- tym razem zestaw trzech ciasteczkowych świec- pycha! DO tego wszelkie tealighty, które mogę włożyć do koronkowego świecznika również z Ikei :)



4) Ulubione perfumy/zapach?
Tutaj również raczej nie dzielę zapachów na pory roku, ale ostatnio bardzo przypadł mi do gustu La Rive Cash i Beyonce Heat ;)

5) Ulubiony napój?
Zwykła herbata wzbogacona imbirem! Bardzo smakuje mi takie połączenie :) Do tego skrzypokrzywa lub mięta. Szczerze mówiąc, nienawidzę wszelkich smakowych herbat i robi mi się od nich konkretnie niedobrze.


6)Ulubiony dodatek/ubranie?
Niezależnie od pory roku będzie to pojemna czarna torba, którą pokazywałam Wam w ulubieńcach maja albo kwietnia. Do tego jakiś gruby szal i mogę ruszać w drogę :)
Oczywiście swetry również są moim ukochanym, jesiennym atrybutem! Seather Weather is the best weather ;)

7) Ulubiona fryzura na jesień?
Zdecydowanie duży kok na wypełniaczu! Nic nie leci mi do oczu, wygląda stylowo i robi się w 3 minuty :)

8) Co najbardziej lubisz robić jesienią?
Uwielbiam spacery! Jesienne liście szeleszczące pod stopami, ostatnie promienie słońca, cudne widoki- chociażby u mnie pod blokiem ;)


9) Najładniejsze wspomnienie związane z jesienią? 
Każda jesień przynosi nowe miłe wspomnienia, także nie mogę wybrać jednego jedynego. Ale może niech będą to moje 18 urodziny, zarówno te dla znajomych jak i te w gronie rodzinnym ;) Właściwie mogłabym do tego zaliczyć każde moje urodziny, ale 18ka była do tej pory wyjątkową liczbą :P

10) Ulubiony jesienny trend w modzie?
Duże szaliki i rude kozaki ;) Czasami żałuję, że pierwsze jesienne dni są takie upalne, że na uczelnie mogę chodzić w dżinsowej kurtce i jest mi gorąco :( Ale potem myślę o nachodzącej zimie i przestaję narzekać :D

Pozwoliłam sobie dodać jeszcze kilka pytań, które moim zdaniem powinny znaleźć się w takim tagu.

11) Ulubiona jesienna piosenka?
Każdej jesieni mi się to oczywiście zmienia, ale tym razem jest to Vance Joy- Riptide i typowa klasyka, czyli utwory U2 i Journey ;)

12) Jak spędzasz jesienne wieczory?
Najchętniej z gorącą herbatą i ulubionym serialem lub książką pod kocem ;)

13) Czego nie lubisz w jesieni?
Ogólnej chlapy, pluchy, zimna i deszczu. Chociaż zawsze da się znaleźć pozytywny akcent- nawet w tramwaju :P





No i na koniec- taguję każdego, kto tak jak ja kocha jesień ;) Przy okazji dziękuję za nominację do Liebster Blog Award Izie z bloga http://blondiii2121.blogspot.com/ i nominację do 7 faktów o mnie autorce bloga http://the-student-cookbook.blogspot.com/ (nigdzie nie mogłam znaleźć Twojego imienia! Wybacz Kochana :*). Obie rzeczy pojawią się przy okazji rocznicy bloga, która już 3 listopada! :)

Pozdrawiam serdecznie,
Gumi

niedziela, 5 października 2014

45. Recenzja- maska aloesowa Natur Vital

Hej :) Witam Was bardzo serdecznie! Muszę Wam powiedzieć, że pierwsze dwa dni na uczelni były mega ciężkie i absorbujące, a jedyne o czym marzyłam po powrocie do domu to schować się pod kołdrą i pójść spać. Na szczęście weekend był całkiem leniwy i mogłam odpocząć, a dzisiaj przychodzę do Was z nowym postem na temat bardzo drogiej (jak na moją kieszeń) maski, która nijak ma się jakością do ceny. Zapraszam :)



Muszę zacząć od tego, że długo polowałam na tę maskę. Pierwszy raz widziałam ją przed świętami w grudniu zeszłego roku i już miałam ją kupić, ale padło na coś innego. A potem za każdym razem jak zachodziłam do jedynej Natury w Łodzi, to nigdy jej nie mieli. Trafiłam na nią pod koniec czerwca a wciąż mam jej jeszcze trochę.



Co mówi nam producent. Co prawda to tych trzech minut byłabym sceptycznie nastawiona, bo jeśli maski to na co najmniej 30 minut, ale jeśli ktoś jest laikiem w temacie włosomaniactwa albo nie dba aż tak o swoje włosy, może 3 minuty mu wystarczą. :)



To co mi się bardzo podoba to opakowanie. Już nie chodzi o szatę graficzną, ale o sposób otwierania maski. Wystarczy podważyć wieczko i otwieramy produkt. Nie trzeba męczyć się z odkręcaniem, a zakrętka nigdzie nam nie ucieknie.



Na pochwałę zasługuje tez konsystencja produktu. Zbita, łatwo się nabiera, sybko rozprowadza na włosach i z nich nie spływa. Ma jednak bardzo mocny, ziołowo-leśny, irytujący zapach, co można przeżyć i się do tego przyzwyczaić. 

A jeśli chodzi o działanie? Cóż, jako zwolenniczka emolientowej pielęgnacji niestety nie dogadałam się z tą maseczką. Może i włosy odżywiała, ale z pewnością nie wyglądały po niej na wygładzone i dociążone. Były odrobinę bardziej spuszone niż zwykle, no i generalnie za cenę 22,90zł nigdy w życiu nie kupiłabym jej ponownie. Czytałam naprawdę mnóstwo pozytywnych recenzji tej maski, niestety mnie nie przypadła do gustu. A szkoda, bo miała niezłe zadatki z takim oto składem:



Kolejny raz okazało się, że to, co przypadło do gustu większości, u mnie raczej się nie sprawdza. Tak to jest jak się wsiąka w blogosferę :D A Wy miałyście do czynienia z tą maską? Jakie są Wasze opinie?

PS Z góry przepraszam Was, jeśli będę się mniej odzywała na Waszych blogach w ciągu tygodnia. Z pewnością wszystko nadrobię (o ile lista bloggera znowu nie zrobi mi psikusa), no i w okolicach środy postaram się Wam nasmarować kolejnego posta, z tym że nie mam zupełnie na niego pomysłu! Dajcie znać, o czym chciałybyście poczytać. Może jakiś luźny tag? :)

Pozdrawiam,
Gumi

poniedziałek, 29 września 2014

44. Recenzja- puder bambusowy Paese

Witajcie! Nie pisałam do Was ostatnio, ponieważ dopadła mnie choroba, a później przygotowywałam się do (zdanej!) poprawki. Jestem oficjalnie studentką dwóch kierunków i mam bardzo ciężki plan zajęć, ale mam nadzieję, że uda mi się wszystko dogadać i bez problemu pozaliczam wszystkie zajęcia :) Zaczynam już w czwartek, trzymajcie kciuki!

Dzisiaj za to przedstawiam Wam puder, który jeszcze w czerwcu spisywałam na straty, a teraz sprawuje się w miarę i postanowiłam napisać o nim trochę więcej :) Zapraszam!



Zacznijmy może od ogólnego przedstawienia sprawy- puder zamknięty jest w przezroczystym opakowaniu z czarnym wieczkiem, na którym widnieje logo producenta. Moim zdaniem opakowanie wygląda luksusowo i wspaniale wpisuje się w mój ulubiony, minimalistyczny look :D Kiedyś wspominałam, że opakowanie to dla mnie połowa sukcesu, nic nie poradzę że mam słabość do ładnych kosmetyków!






Według informacji na spodzie pudełka, puder ma 30ml i jest ważny 24 miesiące od otwarcia. To super, bo chyba nigdy go nie zużyję :) Ma naprawdę krótki skład, wydaje mi się że jest też całkiem niezły. Bardziej znam się na składzie kosmetyku czy kremu niż pudru :D




Do pudru jest dołączona gąbeczka, co dla mnie jest trafionym pomysłem. Są dni, kiedy moja twarz wygląda naprawdę nieźle i używam samego pudru i wtedy nakładam go gąbeczką. Sam na kremie utrzymuje się dość długo, bo nawet 4 godziny. Duży plus!




Zawsze jednak zastanawiam się, jaki jest zamysł producenta z wydobyciem takiego pudru. Może jestem trochę ignorantką w tej dziedzinie, a może wynika to z tego że wolę pudry w kamieniu, ale jak zobaczyłam te dziurki to nijak nie mogłam wymyślić jak użyć tego pudru! :D W końcu mama pokazała mi "trik", żeby wysypać go na wieczko. Innego wyjścia nie widzę, ale muszę wspomnieć że nie jest to najwygodniejsza forma aplikacji i tu wygrywają według mnie pudry w kamieniu.




Ale za to bardzo podoba mi się to, że widzimy ile pudru nam faktycznie zostało. jak widzicie tyle zużyłam od czerwca i nie zanosi się, żebym zużyła go szybko. Spory plus dla producenta za to rozwiązanie.




Jeśli chodzi o kolor i działanie: puder jest biały i na dłoni matowy. Kupiłam go z polecenia pani w drogerii, która najpierw na siłę próbowała mi wcisnąć ryżowy i ciągle powtarzała "ten bambusowy to dla naprawdę tłustej skóry!", ale w końcu się doprosiłam :D. No i nie wiem czy matuje lepiej niż ryżowy, bo go nie miałam, ale mocnym matem bym tego nie nazwała. To raczej wykończenie delikatnie matowe, trochę satynowe (?), ale daleko mu do prawdziwego matu pudru z Elfa. 
Krem BB z Misshy razem z nim stanowią jednak fajny duet, na Inglocie też nieźle się trzyma. Trwałość na podkładzie zależy od dnia, ale najlepszy wynik to koło 12 godzin (udało się to raz i zupełnie nie wiem jak :D), a najgorszy to jakieś 5. Potem się delikatnie ściera i wymaga poprawki.
Niestety nie zasłużył na miano ulubionego pudru (głównie przez to wykończenie i bardzo kiepski sposób aplikacji, ale to sprawa umowna), ale plasuje się na mocnym trzecim miejscu :)

Miałyście kiedyś ten puder? A może lepiej sprawdza się ryżowy?

PS znowu wróciła sprawa z osobą, która kopiuje pewne moje treści na blogu. Najpierw były to tematy postów i pewne zdania, potem zauważyłam pewne elementy szablonu, no i znowu się to powtarza. Rozumiem, że może spodobać się komuś mój szablon, nagłówek, coś co napiszę albo cokolwiek innego, ale nie daje to prawa do żywego kopiowania. Jeśli sprawa się powtórzy będę zmuszona to zgłosić, a nawet opisać sprawę na blogu, mam również screeny potwierdzające całą sytuację. Przykro mi, że muszę się do tego odnosić publicznie, ale poprzednie słowa widocznie nic nie dały. 

Pozdrawiam,
Gumi