czwartek, 17 lipca 2014

31. Moja włosowa historia!

Ponieważ jest tu Was już ponad 30, a przekroczyliśmy 3000 wyświetleń bloga, postanowiłam podzielić się moją amatorską włosową historią. Moje włosy miały ze mną bardzo ciężko i do tej pory nie mam pojęcia, jak się z tego wywinęły. Od razu przepraszam za jakość i wielkość niektórych zdjęć, bo część musiałam wykadrować, a część zmniejszyć no i tak wyszło.
Być może kiedyś pokażę Wam twarz, ale na razie nie jestem na to gotowa. Kto jest ciekawy zapraszam na instagrama -> KLIK! (wie ktoś może jak wstawić widgeta instagrama na bloga? Bo chciałabym a nie mam pojęcia :<)


Od zawsze miałam piękne, gęste i grube włosy. Najczęściej były ścinane na króciutko, ale czasem udawało mi się je zapuścić. Jako dziecko nienawidziłam myć, czesać i suszyć włosów i darłam się w tej łazience w niebogłosy. 


Do komunii miałam pięknie zapuszczone włosy, które potem, jak większość dziewczynek ścięłam. Byłam czesana w różne kucyki, warkoczyki, ale nie ruszałam moich włosów żadną farbą czy czymś takim. Dopóki w 5 czy 6 klasie nie zamarzyły mi się platynowe włosy. Nie mam pojęcia do tej pory jakim cudem, ale moja mama zgodziła się mi je zafarbować. Na szczęście farba złapała tylko czubek głowy i wyglądałam, jakby mi się rozbiło jajko na głowie. Zaufane fryzjerki odratowały mi kolor i nikt nic nie zauważył :D

W gimnazjum miałam różne fryzury. Najpierw po prostu ścięte do ramion, a potem odkryłam uroki grzywki (między innymi że wyglądam jakoś "lepiej") i cieniowania włosów (nie było ich tak dużo, mogłam je swobodnie podpiąć i nie miałam problemu. Na jakiś czas odkryłam magię prostownicy (widać na drugim zdjęciu), ale poprostowałam przez miesiąc czy półtora i przeszło mi. Kiedyś prostownice były wielkie i nie sposób było je utrzymać w jednej ręce :DByły fryzurki nieco dłuższe jak tu:




Ale pewnego dnia przed wyjazdem na wycieczkę do Francji w drugiej klasie gimnazjum razem z moją przyjaciółką poszłyśmy do fryzjera. Tego samego, zaufanego, gdzie moje ukochane fryzjerki ratowały mi włosy parę lat temu i gdzie pani pięknie mnie obcięła rok wcześniej (na zdjęciu wyżej po prawej stronie). Poprosiłam o dokładnie tą samą fryzurę, z tym że bez ścinania włosów z długości (miałam naprawdę, piękne długie włosy aż za łopatki). Niestety pani opacznie mnie zrozumiała i zafundowała mi ścięcie do takiej długości:




Nie muszę chyba mówić jaka byłam załamana? Tyle włosów... W dodatku mojej przyjaciółce ścięła dokładnie tak jak ona chciała. Szczerze mówiąc to nawet nie pamiętam, czego używałam w tym czasie do włosów. Z pewnością jakiś drogeryjny szampon+drogeryjna odżywka. Krótkich włosów nie prostowałam, no bo po co, a plus był taki, że na wycieczki, gdzie jechało się 14 czy więcej godzin mogłam je podpiąć najzwyklejszymi wsuwkami i było mi chłodniej, za to moje koleżanki (w tym jedna z włosami aż za pupę!) miały trochę gorszą sytuację.
Nie czułam się jednak dobrze w tej fryzurze i bardzo je zapuszczałam. Oprócz szamponu i odżywki nie robiłam nic, bo nie miałam z nimi żadnych problemów. W 3 klasie gimnazjum jak udało mi się zapuścić włosy za ramiona to wiązałam je w kilka warkoczy na noc i rano byłam pudelkiem. Nie wiem co ja widziałam w tej fryzurze ale Bogu dzięki nie mam zdjęć.

No i właśnie pod koniec 3 klasy gimnazjum postanowiłam spróbować farbowania. Najpierw była to szamponetka, która była wiśniowa, a sprała mi się na kolor różowy i miałam jasnoróżowe włosy przez parę dni, a potem mama zgodziła się na brązową farbę w czerwcu 2009. O ile przy pierwszym farbowaniu wyglądałam super, bo kolor był w miarę jasny i zgrywał się z moją bladą cerą, to kolejne farbowania były co najmniej nieudane...



Pierwsze zdjęcie ma nieco przekłamane kolory, ale widać, że włosy miały w pewnym momencie rudawy poblask. Na drugim zdjęciu widać mój kolor po paru myciach, no i próby "skręcenia" włosów. Nie wiem na co ja je kręciłam, ale pamiętam że ugniatałam je żeby było to bardziej widać. Po deszczu też miały fajny skręt i bardzo mi się podobał. Nadal byłam na drogeryjnym szamponie i odżywkach, ale miałam mnóstwo białych kulek na końcówkach.

W końcu znudził mi się kolor i ostatni raz zafarbowałam je szamponetką w maju 2010 i zostawiłam je same sobie. Nawet się nie spodziewałam, a kolor mega szybko się wypłukał. Przez dłuższy czas chodziłam ruda (pierwsze zdjęcie sierpień 2010, drugie grudzień 2010).



W końcu zaczęłam zapuszczać grzywkę i przypinałam ją albo jak na powyższym zdjęciu, albo zakręcałam na palec i przypinałam wsuwką. Byłam całkiem zadowolona z tego jak szybko rośnie. Wtedy uwielbiałam działanie prostownicy (chociaż miałam jedną z tańszych i niespecjalnie widziałam, żeby robiła mi krzywdę- moje włosy musiały albo być mega mocne, albo dobrze zasilikonowane ;D), kręciłam włosy na lokówkę. Jak mama coś kupiła, to używałam drogeryjnych masek typu Wella, Pantene, Garnier itp.






Kolor wypłukał mi się aż do tego po lewo (lipiec/sierpień 2011), a potem zrudziałam (październik/listopad 2011). W międzyczasie był taki jak na kolejnym zdjęciu (październik 2011) i wcześniej po prawo (wrzesień 2011 i moja 18kowa fryzura). W zależności od światła prezentował się naprawdę różnorako. Najważniejsze, że grzywkę mogłam schować, a włosy były mega długie!

Na 18 urodziny mama zafundowała mi pasemka (niestety nie mam dobrego zdjęcia, które by to zobrazowało), ale były bardzo subtelne i wyglądały dobrze. Włosy ścięłam wtedy "na Kasię Tusk" (klik), może nie tak krótko, ale na prosto. Dodatkowo na 18kę zafundowałam sobie nową prostownicę (teraz będzie krótka historyjka :D w dzień przed pójściem na pasemka prostownica dosłownie spaliła mi się w dłoniach, dobrze że nie na włosach. Wstrzeliła się w termin, bo następnego dnia miałam rodzinną 18 a włosy po fryzjerze wyglądały pięknie, a co za tym idzie w niedzielę mogłam kupić nową prostownicę, żeby w poniedziałek "jakoś wyglądać"), był to jakiś tam super Remington. Włosy wyglądały mniej-więcej tak:



Wierzcie mi lub nie, przy codziennym prostowaniu na 230 stopniach byłam święcie przekonana, że końcówki ani troszeczkę nie są zniszczone (a już były, można to zobaczyć na obu zdjęciach!).
Nadal używałam na zmianę Garnierów, Pantene, Timotei itp.

W końcu wyjechałam na wakacje (pierwszy raz sama, tylko ja i mój chłopak, ale byłam dumna ;D) i na ten tydzień odstawiłam prostownicę. Widać było, że włosy są zniszczone ale niespecjalnie wiedziałam, co z nimi zrobić, dlatego po powrocie wróciłam do prostowania :D


(tak wyglądały moje włosy bez ingerencji prostownicy. Falowały się, a teraz nie umiem wydobyć tego efektu :<)

W październiku wybrałam się na moje pierwsze studia, czyli ekonomię, która była dla mnie straszna mordęgą i po pół roku dałam sobie spokój. Za to w listopadzie zamarzyłam sobie platynową czuprynę i mama zafundowała mi to na 19 urodziny. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, ale w końcu uznałam że wyglądam dobrze i kolor do mnie pasuje! Wreszcie coś do mnie pasowało, nikt nie powiedział że jestem za blada do tego koloru, a na sylwestrze dostałam od nieznajomej dziewczyny tyle komplementów, że byłam przekonana, że to jest coś, przy czym zostanę na zawsze. Używałam szamponu Timotei, maseczki z Welli moisturize, jakiejś odżywki i nie narzekałam na ich stan. Byłam naprawdę wciąż przekonana, że mam piękne końcówki i całe włosy, oczywiście codziennie je prostując na 230 stopniach. Mama w kwietniu kupiła mi Marion 7 efektów i pamiętam, że to było zbawienie :D Miałam parę takich sytuacji że nie zdążyłam włosów wyprostować (albo było tak gorąco, że już nie mogłam ich prostować), wtedy związywałam je w jakiegoś koczka i nakładałam mnóstwo tego serum. Każdy pytał, co robiłam z włosami :D



(styczeń 2013, kwiecień 2013, czerwiec 2013)

Nie mam pojęcia czy dojrzycie końcówki na środkowym zdjęciu, ale mogę Was zapewnić że były w tragicznym stanie jak całe włosy. W czerwcu zdecydowałam się na lekkie podcięcie, a potem trafiłam na wizaż na forum włosomaniaczek. Trafiłam też na bloga Anwen, jeszcze wcześniej do Mudi (która była dla mnie prawdziwą inspiracją) i do Ewalucji. I tak zapragnęłam zostać włosomaniaczką :D W międzyczasie w sferze prywatnej sporo się zmieniło- napisałam dwa dodatkowe przedmioty na maturze i dostałam się na wymarzoną pedagogikę.

Po urlopie z moim chłopakiem postanowiłam bardzo spontanicznie zmienić kolor włosów. 30 lipca wybrałam się do fryzjerki, pokazałam kolor i poprosiłam o farbowanie. Zarówno fryzjerka jak jej córka przekonywały mnie, że mam piękny kolor i po co go zmieniać, ale twardo obstawałam przy swoim. 



Na początku kolor wyglądał tak jak po lewej stronie, niestety nie wzięłam pod uwagę okropnego słońca i po 2 tygodniach włosy wyglądały już tak jak po prawej stronie. Już podczas urlopu kupiłam sobie litrowy słój Kallosa Al Latte, myłam szamponem Babydream, ale potem przeniosłam się na jakiś Timotei, który miałam w domu, bo Babydream okropnie plątał mi włosy. Kupiłam też olejek Alterra Migdały i Papaja i namiętnie je olejowałam. Niestety znowu raz na jakiś czas prostowałam niezadowolona z wyglądu włosów. W październiku wybrałam się do fryzjerki żeby ściąć końcówki i wylądowałam z włosami do ramion- i z perspektywy czasu jestem za to mega wdzięczna! Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że krótkie włosy szybciej schły. Susząc je suszarką z chłodnym nawiewem o godzinie 22 wysychały w 5 minut i układały się wzorowo, więc przestałam je prostować zupełnie (i czegoś gorącego do stylizacji użyłam jak do tej pory raz na wesele). Spałam na stronie, która się puszyła, żeby rano były w lepszym stanie :D A czego używałam potem, odsyłam do mojego pierwszego i drugiego postu >KLIK< >KLIK<

Jak patrzę na moje zdjęcia to łapię się za głowę i jest mi bardzo wstyd za to, jak wyglądałam. Ale kiedyś usłyszałam, że nie można się wstydzić za kogoś, kogo teraz nie ma :D pocieszam się, że zawsze mogło być gorzej i każdy popełnia błędy młodości.
Na chwilę obecną nie jestem do końca zadowolona ze stanu moich włosów, ale dążę do perfekcji :D wciąż mam rozjaśniane końce i to dbanie o nie przychodzi mi najciężej. Nie mogę się doczekać, jak urosną na tyle, żeby się ich pozbyć bez większych sentymentów.

Mam nadzieję że przebrnęłyście przez tasiemca i nie przeraziłyście się aż tak moimi włosami. Pozdrawiam!

17 komentarzy:

  1. Ja oglądając zdjęcia z czasów podstawówki choć bardziej gimnazjum jestem załamana i jest mi niemiłosiernie wstyd. Żaluje, że je w ogóle ścięłam bo od tego drastycznego cięcia(z pięknych włosów do prawie pasa, ścięłam do do ramion a nawet krócej) moje włosy nie chcą się ukladać i to jest koszmar dnia codziennnego.
    A pofarbowałam całe włosy pierwszy raz dopiero w I klasie liceum :D
    A co do Twoich teraz są fajne, bardzo podoba mi sie ten kolor co mialas na wakacjach z chlopakiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję ;) musisz im dać czas żeby się ułożyły same i odrosły!

      Usuń
  2. Miałam identyczną akcję z zafarbowanym czubkiem głowy :D Moje włosy też przeżyły ze mną różne historie. Żałuję, że zaczęłam farbować- najpierw pasemka w 5 klasie, a później już poszło z górki. Miałam każdy odcień na głowie oprócz czarnego. Lecz doszłam do wniosku, że najlepiej wyglądam i czuję się w blondzie. Farbuję i farbować będę, za późno by odpuścić. Mogłam myśleć za młodu :D Również odstawiłam prostownicę, ale nie używałam jej nałogowo. Za to z suszarki nie potrafię zrezygnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zrezygnowałam z suszarki- używam za to chłodnego nawiewu ;)

      Usuń
  3. Ubolewam nad brakiem buźki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież napisałam gdzie możesz sobie popatrzeć. A zresztą jesteśmy znajomymi na wiadomym portalu, to wiesz co i jak :)

      Usuń
  4. Bardzo miło czytało się Twoją historię, dajesz niezłego kopa dziewczynom, które dopiero zaczynają. Jak widać chcieć to móc, masz teraz bardzo zadbane włoski i widać że włożyłaś w to dużo czasu ;) szkoda tylko, że nie pokazałaś buźki ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Aga! :D Nieźle szalałaś z fryzurami i kolorami ;) ja popełniłam wiele takich samych błędów, tak naprawdę o dobrą pielęgnację zaczęłam starać się w styczniu, a dopiero po ścięciu w marcu ograniczyć wszystko co im szkodzi (prostownica, lokówka itd) Teraz też mam zdrowsze włosy, i pragnę swoich mysich naturalków! Jak będę miała kryzys, to z pewnością sobie Ciebie przypomnę, a od października może nawet dostanę ochrzan na zywo! ;D Mam nadzieję, że jednak będę już trwała w swoim postanowieniu.
    A Twoje włosy teraz sa naprawdę śliczne, zdrowe. Już jesteś na półmetku, bliżej niż dalej celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) no nie wiem jak będzie od października, ale mam nadzieję że dobrze :D

      Usuń
  6. Nie było tak najgorzej! :) Jam jest gowniarz 18 letni i też nie mogę patrzeć na swoje zdjęcia sprzed paru lat, nie jest tak zle. :) co do gadżetu insta, wejdź do mnie (sorry za tak bezczelna reklamę ale pisze z telefonu i nie mam jak sprawdzić adresu strony) i pod moim gadżetem jest jakieś powered by coś tam, kliknij w to i Cię przyniesie do strony, która Ci wygeneruje gadżet. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dzięki ;D Wygenerowałam kod ale za nic nie wiem gdzie i jak go wsadzić :(

      Usuń
    2. Wchodzisz w bloggera, dajesz układ, wybierasz w którym miejscu ma się pojawić gadżet i dodajesz w tym miejscu z listy gadżetów ten z html w nazwie, nie pamiętam, jak to do końca wygląda. Wklejasz wygenerowany kod, zapisujesz i śmiga.: )

      Usuń
  7. ja też nie mogę się pochwalić ładnymi długimi włosami, jako dziecko/nastolatka miałam ciągle krótkie... ale życzę wytrwałości w zapuszczaniu i pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę wytrwałości w pielęgnacji i zapuszczaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też stałam się włosomaniaczką! :) Farbowanie niesamowicie mi je zniszczyło, przez co bardzo wolno mi teraz rosną. Ale odstawiłam prostownice, szampony z SLS itd (tylko dzisiaj fryzjerka mi musiała wyprostować) i widzę poprawę ;) Życzę powodzenia w dalszej pielęgnacji! ;) też uwielbiam bloga Mudi :)

    Pozdrawiam i zapraszam:
    http://monika-ludwa.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja strasznie boję się zniszczenia włosow, poprzez farbowanie :/
    Zapraszam do siebie
    http://juliettasplace.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)