poniedziałek, 23 czerwca 2014

28. Niedzielny poniedziałek dla włosów #1

Hej! Chyba wszyscy mają problem z bloggerem, mnie wyświetla jeden najświeższy post a dalej nic :P Mam nadzieję, że to chwilowe :) Dzisiaj postanowiłam zrobić mini relację z niedzielno-poniedziałkowego spa dla włosów. Jesteście zainteresowane? Zapraszam!

Spa zaczęłam w niedzielę wieczorem od naolejowania włosów mieszanką oleju ze słonecznika i oleju lnianego na robioną odżywkę w spreju. Aby ją ukręcić skorzystałam ze sposobu Bubijum (odsyłam-> KLIK!), ja wykorzystałam odżywkę Alterra granat i aloes oraz wyciągu z aloesu zatężonego 10-krotnie. Olej zostawiłam na całą noc, ponieważ było późno i nie chciałam bawić się w mycie i suszenie.



 
Dziś rano umyłam włosy szamponem Joanna Naturia Miód i Cytryna, a jako maseczkę znowu ukręciłam coś własnego. Do maski Joanna Naturia Len i Rumianek (która niestety ma parafinę wysoko w składzie) dodałam pół łyżki miodu, kapkę spiruliny (tak jak się sypnęło) i odrobinkę odżywki Joanna Argan Oil


Wszystko trzymałam na głowie pół godziny, a po zmyciu i wysuszeniu nałożyłam kolejną odżywkę robioną (tym razem groszek odżywki Joanna Argan Oil+olej ze słonecznika+olej lniany+sporo wody) i rozczesałam Tangle Teezerem. Na końce nałożyłam kroplę serum z Green Pharmacy i kroplę oleju ze słonecznika.


Efekt?

 (włosy bez lampy)

(włosy z lampą)

 Na początku myślałam, że włosy będą suche i że coś im zaszkodziło. Jednak już po wysuszeniu i rozczesaniu okazało się, że wyglądają pięknie i są przyjemne w dotyku. Jestem bardzo zadowolona z tej maseczki :D




Z daleka może tego nie widać, ale są naprawdę mięciutkie i sypkie!

Próbowałyście kiedyś takiej maseczki? Mnie maska miodowa solo działała cuda na włosach, ale i spirulina daje nieźle radę :)

Mam nadzieję, że uda mi się robić takie spa swoim włosom co tydzień ;)
Pozdrawiam!

sobota, 21 czerwca 2014

27. Instamix #1 i gdzie byłam przez cały czas :D

Heeej! Ostatni post napisałam 1 czerwca a mamy 21, więc trochę się obijałam :D a tak na serio to zaczęła mi się sesja i do każdego egzaminu starałam się uczyć bardzo intensywnie (:D). Niestety w połowie sesji miałam pewne rodzinne zawirowania i z tego powodu jeden egzamin zostaje mi na sesję poprawkową, na dwa ostatnie wyniki jeszcze czekam, a w piątek mam ostatni egzamin ustny z całego roku z historii wychowania (zostałam wybrana!), więc możecie za mnie trzymać mocno kciuki.
Ponieważ mój komputer w międzyczasie był bardzo kapryśny, pousuwały mi się zdjęcia i dane z dysku, a że ostatnio nie robiłam nic specjalnego związanego z blogiem postanowiłam przyjść do Was z instagramowym mixem fotek. Obejmą mój majowo-czerwcowo-sesjowy okres, no i oczywiście zapraszam Was na mojego instagrama <KLIK>!



Dostałam w spadku lakier (wbrew pozorom to nie ten na pazurkach :D)


 Zrobiło się ciepło, więc sezon na kiecki uznałam za otwarty! Co z tego, że mam mega blade nogi :P


Śniadanie miszczów, w dniu pierwszego sesjowego kolosa. Z komentarzy pod zdjęciem nauczyłam się więcej niż na egzamin, ale zdany pomyślnie i to na 4,5 :D


Po egzaminie moja ukochana przyjaciółka (<3) zrobiła mi obiad, był tak pyszny, że nie obyło się bez piwka!


Od mamy na dzień dziecka dostałam balsam z AA. Pierwsze testy były jak najbardziej pomyślne, ale ostatnio w ogóle nie miałam na nic czasu i ledwo jestem w domu.


Za to tata spełnił moje pędzlowo-podkładowe marzenie i dostałam pędzelki z Sunshade Minerals oraz krem BB Missha. Wow wow :D


Przed najbardziej beznadziejnym egzaminem, z którego nie rozumiałam nic poszłam do Rossmanna i na pocieszenie kupiłam sobie ten śliczny piasek. Znowu niepotrzebnie się martwiłam bo zdałam go na 4,5 :D


Mani, które robiłam sobie w przerwie między nauką filozoficznych podstaw wychowania a marudzeniem, że nic nie rozumiem.


Kolejne super śniadanie przed egzaminem :D


Za to zakupy stały się owocem Pikniku Wiedzy i Nauki, na którym reklamowałam swój wydział. Byłam tak padnięta po całodniowym robieniu gofrów (albo przystrajaniu ciasta drożdżowego), że weszłam do Pepco i wszystko mi się podobało :D Za całe zakupy zapłaciłam 105 zł :D


Piasek z Wibo doczekał się premiery i był na moich paznokciach całe 5 dni, a potem tylko domalowywałam końcówki, łącznie wytrzymał 12 aż zastąpił go inny. Ach ta sesja ;>


Myślałam że się ugotuję! Ale dzielnie poszłam na egzamin (i obym go zdała, bo jeszcze nie mam wyników!) + prezentacja nowej kiecy z Pepco. Tak ładnie na mnie leży i tak ją lubię że będzie hitem tych wakacji :D


Jeszcze tydzień temu zastanawiałam się, czy nie iść na technika usług kosmetycznych. Moja beznadziejna organizacja czasu i ostatnie zawirowania utrzymują mnie jednak w przekonaniu, że może w przyszłym roku...


Przyszła do mnie paka z ZSK, dobroci włosowe już sprawdzone i jestem bardzo na TAK!


Wybrałam się do Hebe na Piotrkowską, a obok był McDonalds. Ponieważ w upały nie mogę jeść nic oprócz owocków, śniadań i lodów (serio! Żaden, nawet najlepszy obiad nie wchodzi w grę :<) to poszłam sobie na szejka zamiast na burgera. Myślałam, że dostanę jakiegoś udaru z powodu różnicy temperatur bo było to naprawdę zimne, i chyba jest tam więcej lodu niż samego szejka, ale ostatecznie dało radę :D


Notatki, notatki, masakra :< A to jeszcze nie koniec...


No i moja nowa miłość czyli Rimmel 60 Seconds od Rity Ory! Piękny kolor i super się trzyma (to już 3 dzień, a mam odprysk na wskazującym, bo wczoraj zarżnęłam palca nożem #masterchef), marzy mi się jeszcze piękny pomarańcz z tej serii!


I to by było na tyle mojej obecności na insta. Zapraszam na swoje konto <jeszcze raz KLIK> i mam nadzieję, że kogoś z Was tam zobaczę! Nie krępujcie się i zostawiajcie adresy swoich instagramów w komentarzu, chętnie odwiedzę moich obserwatorów (o ile jeszcze tego nie robię :>).
Pozdrawiam! Agnieszka

niedziela, 1 czerwca 2014

26. Moje włosy w maju

Hej :) Ponieważ maj już się skończył, przyszedł czas na włosową aktualizację. Przy okazji wszystkim chciałam złożyć życzenia z okazji Dnia Dziecka :D

W tym miesiącu miałam spory włosowy arsenał. Używałam wszystkiego po trochu, ale przed suszeniem musiałam spryskać włosy odżywką z Gliss Kura. Bardzo się z nią polubiłam w tym miesiącu, tak samo jak z serum z Marionu. Mam świra na punkcie jego zapachu i generalnie używam go nie tylko po myciu, ale następnego dnia i jeszcze następnego też :)


Szampon od Agafii jest niesamowicie wydajny, bo mam go już kolejny miesiąc i końca nie widać. Używam go prawie przy każdym myciu, bo co 3 mycie zastępuję go szamponem z Naturii. Liczyłam, że znajdę w drogerii ten miodowy, ale niestety nie trafiłam na niego.


 Kallos Argan- kupiłam tą maseczkę pod koniec kwietnia. Ma śliczny zapach i włosy są po niej fajne i wygładzone, ale nie jest to coś, co mnie porwało. Ot, nic złego nie robi.


Maska z Kallosa gościła już u mnie kiedyś i nawet napisałam jej recenzję (TUTAJ). Nadal ma piękny zapach, nie mogę jej używać za każdym myciem, ale łączę ją z odżywką poniżej albo dodaję kilka kropel olejku BDFM. 


Maska drożdżowa Babuszki Agafii spowodowała u mnie przyrost babyhair, ale nie zahamowała mi wypadania włosów, a te lecą na potęgę.
Odżywka z Alterry niestety chyba doprowadziła do przesuszenia końcówek. Łączyłam ją z maskami na 30 minut albo nakładałam solo na kilka minut.Wygładza włosy i pięknie pachnie :)


 Gliss Kur odżywka regeneracyjna- kupiłam ją, ponieważ już na 4 miejscu w składzie ma olejki! Przydała mi się do rozczesania włosów i wydaje mi się, że nieźle je zmiękczyła.
Serum z Marionu kupiłam w Biedronce na promocji i od razu wsmarowałam w końcówki :D Ma tak cudowny zapach i tak nabłyszcza włosy, że nie mogę się mu oprzeć :D

Miałam jeszcze małą saszetkę Biovaxu dla blondynek i też była super- włosy na zdjęciach są właśnie po jej użyciu ;)

No a jak prezentowały się moje włosy? Uważam, że bywało lepiej, ale nie było najgorzej. Pokusiłam się nawet o małe, zdjęciowo-włosowe wariacje :P




A na koniec... Postanowiłam podjąć niecodzienną decyzję :P ponieważ moje kudełki były już bardzo długie (jak dla mnie) i bardzo szybko odrosły po październikowym ścięciu, postanowiłam... Ściąć je ponownie! Jak zakładałam bloga, powiedziałam sobie, że chyba nigdy ich nie obetnę, ale okazało się że okropnie grzeją mnie w szyję i plecy podczas upałów, a końcówki były tak suche, jakbym w ogóle o włosy nie dbała. Nie wiem, gdzie była przyczyna, ale obecnie moje kudełki prezentują się tak (fotka od razu po fryzjerze, trochę krzywo się ustawiłam no i światło było nienajlepsze):


Postanowiłam wreszcie ściąć je w literkę U i mocno skrócić. Teraz końcówki odżyły a na głowie jest mi bardzo lekko ;) Miałam nadzieję, że przestaną wypadać, ale za kolorowo to nie jest, niestety.

To już wszystko na dziś ;) Miałyście któryś z moich produtków? Testowałyście? A co sądzicie o zmianie na mojej głowie? 

Pozdrawiam Was serdecznie!