poniedziałek, 20 października 2014

47. Poniedziałek dla włosów- zrób coś dobrego dla swoich kłaczków!

Witajcie! Korzystając z wolnego dnia postanowiłam wreszcie, pierwszy raz od prawie 2 tygodni zrobić dla nich coś więcej, niż olej na godzinkę i odżywka na 3 minuty. Nie jest to nic rewolucyjnego, ale jest to coś więcej niż zwykle, także zapraszam!


Dzisiaj postawiłam na sprawdzony zestaw- na skalp olejek herbaciany, ale ponieważ mega trudno go wydobyć, dołożyłam olejku łopianowego z Green Pharmacy. Na długość od ucha w dół nałożyłam maskę BingoSpa z glinką Ghassoul i mieszankę olejków, której zostało mi na malutkie olejowanie- wszystkie moje zapasy skończyły się w mgnieniu oka i przez ostatnie tygodnie używałam mieszanki olejku Babydream Fur Mama, olejku lnianego i olejku słonecznikowego. Wszystko wsadziłam pod czepek i ręcznik i trzymałam ponad godzinę.


Swoją drogą przy nakładaniu maski i oleju wypadło mi mnóstwo włosów (a czesałam je rano i wypadła mi może odrobinkę mniejsza ilość). Nie wiem co robić... :(


Włosy potraktowałam Detoxem od Mariona- najpierw mus peelingujący, a potem pięknie pachnący mężczyzną szampon. 


Włosy były bardzo dokładnie oczyszczone, więc nałożyłam na nie moją ostatnio ukochaną maseczkę Glorii, którą dostałam od Agi (a w tej chwili przypomniało mi się, że mam jeszcze czekoladowego Kallosa w zapasie!). Włosy związałam i włożyłam znowu pod czepek i ręcznik. 


Maskę spłukałam po ponad godzinie, ostatnie płukanie oczywiście zimną wodą. Odsączyłam je w ręcznik i wysuszyłam moją nową suszarką z chłodnym nawiewem (niestety, Rossmannowska się zbuntowała i po prostu się spaliła :D). Po wysuszeniu rozczesałam je Tangle Teezerem i zabezpieczyłam końcówki serum z Marionu 7 efektów

Włosy są mega mięciutkie! Niestety, końcówki i tak nadają się do ścięcia bo są już trochę przesuszone, ale resztę włosów oceniam na spory plus. No i ślicznie się błyszczą, czego nie widać, bo światło jest dzisiaj koszmarne i nie mogę dogadać się z moim aparatem.

 (bez lampy)

(z lampą)

Jak widzicie mam dzisiaj przymusowy pidżama day :D 


A tak prezentują się z przodu. Naprawdę nieźle się wywijają, ale skrętu z nich nie osiągnę. Nie mam pojęcia, dlaczego są takie podłe i coraz częściej myślę o keratynowym prostowaniu włosów. Poza tym mam tu milion kolorów, dół jest pół żółty blond, pół rudy, znowu od góry mam swój naturalny i niefarbowany od ponad roku kolor. Muszę Wam powiedzieć, że to zdjęcie jako jedno z nielicznych całkiem dobrze oddaje ich faktyczny kolor. Swoją drogą nie myślałam, że mam już takie długie włosy ale chyba troszkę urosły od ostatniego poniedziałku dla włosów? ;) i pomyśleć, że przez ostatni miesiąc nie myślałam o niczym innym jak ściąć je przed ramiona :D

Czy miałyście któryś z dzisiaj użytych produktów? A może jesteście ciekawe recenzji Glorii? No i przede wszystkim- co sądzicie o stanie włosów i czy macie skuteczny sposób na wypadanie? Odpadają wszelkie wcierki z alkoholem, ponieważ wciąż zmagam się z łupieżem (a może i na to macie sposób? Olejki i szampon nic nie pomagają!). 
Macie coś do powiedzenia na temat keratynowego prostowania? :)

Pozdrawiam!
Gumi

wtorek, 14 października 2014

46. Tag- Kocham jesień!

Heej! Strasznie się cieszę, że wreszcie mam chwilkę żeby naskrobać dla Was porządnego posta. Myślałam o kolejnej włosowej recenzji, ale szczerze powiedziawszy, przez ostatnie dwa tygodnie trochę je zaniedbałam i nie mam dla nich czasu. Ale niedługo postaram się za siebie wziąć ;)
Dziś, z racji tego że mamy piękną jesień (a dziś troszkę brzydszą) postanowiłam zrobić krótki tag, w którym powiem (i pokażę) Wam za co kocham tę porę roku i jakie są moje jesienne niezbędniki. Zapraszam!



1) Ulubiony produkt do ust?
Kiedyś zdecydowanie wymieniłabym tu jakąś pomadkę nawilżającą, ale ostatnio zakochałam się w czerwono-bordowej szmince z Golden Rose i mam ochotę na więcej odcieni! Moja to numerek 12 i prezentuje się pięknie na ustach :)


2) Ulubiony lakier do paznokci?
Szczerze mówiąc nie dzielę pór roku na kolory lakierów do paznokci, bo przez cały rok noszę podobne kolory- czerwony, róż, pastele. Ale postanowiłam Wam pokazać moje dwa ukochane kolorki ;) Paese 302 i Essence 114.


3) Ulubiona świeca?
Zdecydowanie wygrywają świece z Ikei- tym razem zestaw trzech ciasteczkowych świec- pycha! DO tego wszelkie tealighty, które mogę włożyć do koronkowego świecznika również z Ikei :)



4) Ulubione perfumy/zapach?
Tutaj również raczej nie dzielę zapachów na pory roku, ale ostatnio bardzo przypadł mi do gustu La Rive Cash i Beyonce Heat ;)

5) Ulubiony napój?
Zwykła herbata wzbogacona imbirem! Bardzo smakuje mi takie połączenie :) Do tego skrzypokrzywa lub mięta. Szczerze mówiąc, nienawidzę wszelkich smakowych herbat i robi mi się od nich konkretnie niedobrze.


6)Ulubiony dodatek/ubranie?
Niezależnie od pory roku będzie to pojemna czarna torba, którą pokazywałam Wam w ulubieńcach maja albo kwietnia. Do tego jakiś gruby szal i mogę ruszać w drogę :)
Oczywiście swetry również są moim ukochanym, jesiennym atrybutem! Seather Weather is the best weather ;)

7) Ulubiona fryzura na jesień?
Zdecydowanie duży kok na wypełniaczu! Nic nie leci mi do oczu, wygląda stylowo i robi się w 3 minuty :)

8) Co najbardziej lubisz robić jesienią?
Uwielbiam spacery! Jesienne liście szeleszczące pod stopami, ostatnie promienie słońca, cudne widoki- chociażby u mnie pod blokiem ;)


9) Najładniejsze wspomnienie związane z jesienią? 
Każda jesień przynosi nowe miłe wspomnienia, także nie mogę wybrać jednego jedynego. Ale może niech będą to moje 18 urodziny, zarówno te dla znajomych jak i te w gronie rodzinnym ;) Właściwie mogłabym do tego zaliczyć każde moje urodziny, ale 18ka była do tej pory wyjątkową liczbą :P

10) Ulubiony jesienny trend w modzie?
Duże szaliki i rude kozaki ;) Czasami żałuję, że pierwsze jesienne dni są takie upalne, że na uczelnie mogę chodzić w dżinsowej kurtce i jest mi gorąco :( Ale potem myślę o nachodzącej zimie i przestaję narzekać :D

Pozwoliłam sobie dodać jeszcze kilka pytań, które moim zdaniem powinny znaleźć się w takim tagu.

11) Ulubiona jesienna piosenka?
Każdej jesieni mi się to oczywiście zmienia, ale tym razem jest to Vance Joy- Riptide i typowa klasyka, czyli utwory U2 i Journey ;)

12) Jak spędzasz jesienne wieczory?
Najchętniej z gorącą herbatą i ulubionym serialem lub książką pod kocem ;)

13) Czego nie lubisz w jesieni?
Ogólnej chlapy, pluchy, zimna i deszczu. Chociaż zawsze da się znaleźć pozytywny akcent- nawet w tramwaju :P





No i na koniec- taguję każdego, kto tak jak ja kocha jesień ;) Przy okazji dziękuję za nominację do Liebster Blog Award Izie z bloga http://blondiii2121.blogspot.com/ i nominację do 7 faktów o mnie autorce bloga http://the-student-cookbook.blogspot.com/ (nigdzie nie mogłam znaleźć Twojego imienia! Wybacz Kochana :*). Obie rzeczy pojawią się przy okazji rocznicy bloga, która już 3 listopada! :)

Pozdrawiam serdecznie,
Gumi

niedziela, 5 października 2014

45. Recenzja- maska aloesowa Natur Vital

Hej :) Witam Was bardzo serdecznie! Muszę Wam powiedzieć, że pierwsze dwa dni na uczelni były mega ciężkie i absorbujące, a jedyne o czym marzyłam po powrocie do domu to schować się pod kołdrą i pójść spać. Na szczęście weekend był całkiem leniwy i mogłam odpocząć, a dzisiaj przychodzę do Was z nowym postem na temat bardzo drogiej (jak na moją kieszeń) maski, która nijak ma się jakością do ceny. Zapraszam :)



Muszę zacząć od tego, że długo polowałam na tę maskę. Pierwszy raz widziałam ją przed świętami w grudniu zeszłego roku i już miałam ją kupić, ale padło na coś innego. A potem za każdym razem jak zachodziłam do jedynej Natury w Łodzi, to nigdy jej nie mieli. Trafiłam na nią pod koniec czerwca a wciąż mam jej jeszcze trochę.



Co mówi nam producent. Co prawda to tych trzech minut byłabym sceptycznie nastawiona, bo jeśli maski to na co najmniej 30 minut, ale jeśli ktoś jest laikiem w temacie włosomaniactwa albo nie dba aż tak o swoje włosy, może 3 minuty mu wystarczą. :)



To co mi się bardzo podoba to opakowanie. Już nie chodzi o szatę graficzną, ale o sposób otwierania maski. Wystarczy podważyć wieczko i otwieramy produkt. Nie trzeba męczyć się z odkręcaniem, a zakrętka nigdzie nam nie ucieknie.



Na pochwałę zasługuje tez konsystencja produktu. Zbita, łatwo się nabiera, sybko rozprowadza na włosach i z nich nie spływa. Ma jednak bardzo mocny, ziołowo-leśny, irytujący zapach, co można przeżyć i się do tego przyzwyczaić. 

A jeśli chodzi o działanie? Cóż, jako zwolenniczka emolientowej pielęgnacji niestety nie dogadałam się z tą maseczką. Może i włosy odżywiała, ale z pewnością nie wyglądały po niej na wygładzone i dociążone. Były odrobinę bardziej spuszone niż zwykle, no i generalnie za cenę 22,90zł nigdy w życiu nie kupiłabym jej ponownie. Czytałam naprawdę mnóstwo pozytywnych recenzji tej maski, niestety mnie nie przypadła do gustu. A szkoda, bo miała niezłe zadatki z takim oto składem:



Kolejny raz okazało się, że to, co przypadło do gustu większości, u mnie raczej się nie sprawdza. Tak to jest jak się wsiąka w blogosferę :D A Wy miałyście do czynienia z tą maską? Jakie są Wasze opinie?

PS Z góry przepraszam Was, jeśli będę się mniej odzywała na Waszych blogach w ciągu tygodnia. Z pewnością wszystko nadrobię (o ile lista bloggera znowu nie zrobi mi psikusa), no i w okolicach środy postaram się Wam nasmarować kolejnego posta, z tym że nie mam zupełnie na niego pomysłu! Dajcie znać, o czym chciałybyście poczytać. Może jakiś luźny tag? :)

Pozdrawiam,
Gumi