niedziela, 23 sierpnia 2015

90. Dzień dla włosów- nowy olej i Kallos Cherry

Witajcie Kochane ;) nawet nie wiecie, jak brakuje mi bloga w codziennym życiu! Pojawiam się tu stosunkowo rzadko, ponieważ (nie wiem już, który raz to napiszę) nie mam zwyczajnie czasu. Wracam do domu po 18, czasem po 19 i jedyne o czym marzę to naprawdę porządny relaks. Zwykle nawet nie chciało mi się klikać ikonki Bloggera wiedząc, ile mam do nadrobienia... Post miał być w czwartek, ale zdarzyło się tak że padłam jak kawka, ostatnio mamy dość gorący okres w pracy, ale za tydzień już pracę kończę i przez dwa tygodnie chciałoby się powiedzieć, będę urlopować... Bo będę, ale będę się uczyć do dwóch poprawek i jednocześnie nadrabiać rozdziały z licencjatu :D w tym roku urlop słabo mi się trafił, także możecie mi tylko współczuć i trzymać kciuki ;) W tym tygodniu pojawią się aż 4 wpisy łącznie z tym, także staram się i pamiętam o blogu! Serio :D

Po przydługim wstępie zapraszam do wpisu, w którym opowiem Wam jak wypadł nowy olej, który ma być godnym następcą wykończonego lnianego.




Ponieważ ostatnio swoje ostatnie krople wydał olej lniany, który zawsze służy moim kłaczkom, postanowiłam kupić coś nowego na już. Nie miałam wtedy możliwości zamówić czegoś przez internet, bo moje włosy po upałach potrzebowały natychmiastowej odnowy. Wracając z działki wstąpiłam do Rossmanna i spośród wielu kandydatów wybrałam olej Wellness&Beauty, polecany przez wiele dziewczyn. Mnie skusiła wersja z kwiatem wiśni i ekstraktem z róży. Zdecydowanie przekonuje mnie zapach- jest piękny, ale nienachalny. Testowałam go na twarzy i również jest przyjemnie ;) A jak sprawdził się na włosach i w jakiej konfiguracji?


Olej nałożyłam na dwie godziny przed myciem na mieszankę gliceryny z wodą (jak wygląda taka mieszanka pokazywałam TU). Włosy jak zwykle umyłam mydłem cedrowym, a potem nałożyłam Kallosa Cherry na pół godziny. Już przy myciu czułam, że włosy były naprawdę miłe w dotyku i śliskie. Po wysuszeniu prezentowały się tak:


Jak widzicie, kilka włosków odstaje i fruwa, ale to dlatego, że nie użyłam serum silikonowego przed wykonaniem zdjęcia. Po użyciu wszystko wróciło na miejsce ;) Włosy były wygładzone i przyjemne w dotyku, pięknie pachniały wiśniowym Kallosem, a nieziemski upał, który towarzyszył zdjęciu nie wyrządził na nich tak ogromnych szkód- głównie dlatego, że w upały mama robiła mi warkocz dobierany i tak śmigałam do pracy. Zawsze zabezpieczałam je serum silikonowym i w miarę możliwości olejowałam- nie wszystko, co robię z włosami trafia na bloga ze względów czysto czasowych. Gdybym miała wrzucać każdy dzień dla włosów musiałabym pisać dwa razy częściej, a obecnie nie miałam możliwości. Koniec końców- olej zdał test na piątkę z plusem i używam go przy każdym olejowaniu. Nieźle dogaduje się zarówno z naturalnymi włosami jak i farbowanymi resztkami (których chcę się jak najszybciej pozbyć, a włosy NIC nie rosną!). Polecam każdemu, bo jest ogólnodostępny i kosztuje 10,99. :)

A jak tam Wasze włosy po fali upałów? 

Pozdrawiam,
Gumi

20 komentarzy:

  1. Następnym Kallosem którego kupię będzie na 100% cherry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze bardziej przekona Cię recenzja- polecam, jeśli nie czytałaś :) http://wlosowyzawrotglowy.blogspot.com/2015/06/82-kallos-cherry-zwieza-recenzja.html

      Usuń
  2. muszę wyprobowac ten olej, zastanawiam się nad nim a nad Alterrą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku włosomaniactwa olejowałam Alterrą, teraz nie robi u mnie szału. Ten olej za to polecam z czystym sercem- jest kilka wersji zapachowych, więc z pewnością znajdziesz coś dla siebie. No i jest tańszy :)

      Usuń
  3. bardzo fajne są te olejki Wellness&Beauty :) a Kallos robi swoje, mam na oku Cherry, ale kusi mnie też Omega :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Omegę skuszę się już niedługo!

      Usuń
  4. Te olejki z Rossmanna wolaja do mnie "kup mnie, kup mnie" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie krzyczały "mamo" już od kilku tygodni :D

      Usuń
  5. Być może kiedyś wypróbuję, na razie zużywam zapasy. Moje włosy ostatnio dostają dużo dobrego ode mnie w ramach wynagradzania im krzywd wyrządzonych zwyczajnym zaniedbaniem :) W piątek miałam mega good hair day :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że je odratowujesz :) szkoda by było Twoich pięknych blondasków!

      Usuń
  6. Też mam ten olejek, ale wersję z olejem sezamowym i ekstraktem z wanilii i na moich włosach spisuje się niestety tak sobie. A Kallos Cherry kusi i to bardzo, ale mam już tyle masek, że niestety musi poczekać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam kupić z kimś na pół- ja oddałam 1/4 koleżance, zużywam go na milion sposobów a końca nie widać!

      Usuń
  7. Mydło cedrowe kocham miłością wielką a kallosy widzę kuszą z każdej strony mimo, że ostatni keratin kompletnie się u mnie nie sprawdził ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Keratin też średnio się sprawdził po dłuższym użytkowaniu :( wydaje mi się, że super sprawdza się u proteinolubnych lub u zniszczonych włosów najczęściej.

      Usuń
  8. Z Wellness&Beauty mam olejek z pestek mango i z ekstraktem z papai, kocham go za zapach i działanie ;) Kallosa Cherry również bardzo lubiłam i chyba kupię kolejne opakowanie ;) świetne produkty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie chciałam mniej owocowy i mniej słodki olejek :D ja mojej wisienki zmęczyć nie mogę ;D

      Usuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)