piątek, 20 listopada 2015

100. O tym, jak blogerka nie wydała całej wypłaty na promocjach (Rossmann, Hebe, Natura)

Witajcie! Dziś, w ten ponury piątkowy wieczór dobijamy do setnego posta na moim blogu. Ogromnie mnie to cieszy, bo to kolejny milowy kroczek w mojej blogowej "karierze". Z tej okazji chciałabym Was zaprosić na facebookowego, jeszcze raczkującego fanpage <KLIK> , bo został założony dzisiaj. Będzie mi miło, jeśli zostawicie lajka na przykład z blogowej strony jeśli ją macie, żebym mogła zaobserwować i Was ;)



Nie od dziś wiadomo, że kobieta kocha słowo "promocja". Popularne drogerie w listopadzie prześcigały się w promocjach, jednak oczywiście królował Rossmann ze swoją trzytygodniową promocją -49%, a zaraz za nim Natura z promocją -40% i Hebe z tygodniem dla oczu, również na -40%.
Zwykle jestem naprawdę racjonalna, jeśli chodzi o zakupy. Na serio. Rzadko widać mnie z dwudziestym balsamem do ciała czy piątym tuszem, jeśli mam otwarty chociażby jeden. Raczej nigdy nie kupuję na zapas nic, oprócz tuszy (dwa starczają mi na pół roku, więc kupuję 2 na promocji), a półkę podkładową omijam szerokim łukiem, o ile nie kupuję nic w prezencie. Tym razem postanowiłam uzbroić się w silne ramiona do przepychania się i walki o miejsce przy szafie, dużo cierpliwości i zrozumienia. Niestety, nie w każdej sytuacji byłam spokojna, a niektóre zachowania wołały o pomstę do nieba.

Moje łowy zaczęłam od promocji w Naturze. W łódzkiej Sukcesji otworzyli Naturę i wreszcie coś można w niej kupić. Poszłam na promocję z silnym postanowieniem, że kupuję tylko najpotrzebniejsze rzeczy. I tak w moim koszyku znalazły się:



  • puder My Secret Matt fixing powder- ponieważ uwielbiam białe i mocno matujące pudry, a ten był chyba jedynym takim w sensownej cenie to wylądował w koszyku. Kosztował 8,39zł i jestem z niego bardzo, ale to bardzo zadowolona. Ładnie matuje, jednak nie jest to wielogodzinny mat i wymaga poprawek w ciągu dnia. Może pylić, więc radzę uważać na ciemne rzeczy w trakcie pudrowania :)
  • korektor Kobo, Modeling Illuminator 101 (nieobecny na zdjęciu)- wiele dobrego słyszałam na jego temat na kanale MsDoncellity, ale po raz kolejny przekonuję się, że dziewczyny, które uważają się za blade, nie mają pojęcia o bladości. Kobo jest paskudnie różowy i odcina się od reszty makijażu, trzeba się naprawdę porządnie napracować, żeby go wpracować. Świetnie nadaje się jednak jako baza pod makijaż oczu. Niestety, paskudny róż go dyskwalifikuje i powędrował do mamy, a kosztował 10zł.
  • zestaw do makijażu brwi Essence 02 Natural blonde style- ponieważ mój cień do brwi już się kończył postanowiłam spróbować czegoś nowego. Na początku byłam niezadowolona z koloru, ale początkowy szok minął i uważam, że naprawdę do mnie pasuje mimo cieplejszego odcienia. Niestety promocja nie obowiązywała na Essence, ale za cenę 11zł to chyba nie grzech :)

Promocja w Rossmannie to czas walki o przetrwanie. I nie wiem skąd to się bierze u kobiet, nie mam zielonego pojęcia. Z jednej strony propozycja kupienia drogiego tuszu o połowę taniej to świetny deal, ale żeby posuwać się do testowania pełnowymiarowych produktów na swojej twarzy/oczach/paznokciach czy uderzanie kobiety koszykiem po głowie, bo chciała zrobić swatche podkładów? No to już nie jest zbyt normalne ;) pomijam mazianie wszystkich testerów po kolei (od najjaśniejszego do najciemniejszego) a potem zrzucenie podkładów w szklanych buteleczkach na ziemię, bo nie można poczekać aż inne kobiety odejdą (byłyśmy z mamą małymi bohaterkami przerażonych pracownic, kiedy łapałyśmy podkłady w locie i odkładałyśmy na miejsce, bo pani zrzucająca uciekła do kasy), pomijam branie po pięć rozświetlaczy, rzucanie się na szafę, która została przed sekundą uzupełniona, czy trzynastolatki malujące się pełnowymiarowymi produktami.

W pierwszym tygodniu dla mnie nie było szału, bo pomadek używam tylko z Golden Rose, a i lakierów miałam sporo. Skusiłam się jednak na dwa produkty:


  • Lovely, Trend Edition, numer 3- lakier ma prześliczny kolor wpadający w fiolet, niestety okazał się lakierem piaskowym :( O ile bardzo lubię takie lakiery w soczystych kolorach, ten nie wygląda najlepiej jako piasek i po prostu szkoda, że jest w takiej formie. kosztował 3zł z hakiem.
  • Czetry pory roku, przyspieszacz wysychania lakieru- również polecała go Marta, dorwałam jedną sztukę na próbę i uważam, że jest naprawdę świetny. Lakier zdecydowanie szybciej schnie, a my możemy wrócić do codziennych zajęć ;) Kosztował 5zł.

Drugi tydzień promocji obejmował oczy i produkty do brwi. Ja skusiłam się na aż cztery tusze- to dla mnie zapas na prawie rok, także pokusiło mnie nieźle. A kupiłam:


  • Bourjois, Twist up the volume- zachęciła mnie do tego ta śmieszna, wykręcana szczoteczka, bo nie miałam nigdy z taką do czynienia. Wbrew pozorom bardziej sprawdza się ta skręcona niż wydłużona, ale tusz naprawdę robi robotę i pięknie podkreśla oko. Kosztowała około 25zł.
  • Maybelline, Lash Sensational- tusz był polecany na tak wielu blogach, że nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Czeka na swoją kolej, ale myślę, że się polubimy. Kosztował około 17zł.
  • Miss Sporty, The miaoww look- do zakupu zachęciła mnie szczoteczka, a poza tym tusz był śmiesznie tani po przecenie, bo około 7zł.
  • Wibo, Growing Lashes- maskara za piątaka, która kiedyś mnie bardzo irytowała, a teraz postanowiłam jej dać drugą szansę. Zobaczymy za jakieś pół roku czy mnie zaskoczy ;)

Na początku tygodnia twarzowego porządnie się rozchorowałam i dogorywałam w łóżku, ale w poniedziałek było już lepiej, dlatego postanowiłam wybrać się do Rossmanna w łódzkiej Manufakturze. Liczyłam na zrobienie swatchy, żeby w drodze do domu kupić jakiś podkład u siebie, ale nie było mi dane sprawdzić wszystkiego co chciałam, bo dostałam koszykiem po głowie i uznałam, że nie ma to sensu. Byłam bardzo zniesmaczona, ale na szczęście w moich okolicznych Rossmannach było o niebo lepiej i udało mi się kupić:


  • Wibo, Glamour shimmer- jest to rozświetlacz z nowej kolekcji Wibo i bardzo mi się spodobał. Ponieważ Silver highliter z Lovely niezbyt mi leży, skusiłam się na ten i jestem bardzo zadowolona. Kosztował około 6zł i wygląda bardzo ładnie na twarzy.
  • Wibo, bibułki matujące- bibułek nigdy za wiele, a za 3zł można wrzucić do kosmetyczki i ratować się w trakcie dnia.
  • Rimmel Lasting Finish, 25h Nude, kolor 010 Light Porcelain- podkłady testowałam porównując do mojej Misshy. Ten wypadł najbardziej podobnie, więc trafił do koszyka. Nie żałuję ani złotówki wydanej na niego, ponieważ nie dość, że jego różowy odcień wcale się nie wybija, a stapia ze skórą, to komfort noszenia podkładu na twarzy jest niesamowity! Skóra jest miękka, wręcz nawilżona, nie mam uczucia suchości czy ściągnięcia. Podkład upiększa buźkę i aż chce się go nakładać! Za 11 zł żal było nie wypróbować nawet, jakbym miała go komuś oddać :)
  • Catrice, Defining blush, 020 Rose Royce- kolor od razu mnie w sobie rozkochał, bo to coś innego niż brzoskwiniowe odcienie, które mam. Jest delikatny i ślicznie wygląda na policzkach. Na promocji kosztował 7,80zł.
Czas na ostatnią drogerię, czyli Hebe. Zaglądam tam stosunkowo rzadko, a jak już, to na dział z maskami do włosów, ale ogólnie już mi nie po drodze. Zajrzałam tam z powodu -40% na oczy i pod wpływem Bijumowej recenzji (klik) zachciało mi się eyelinera. Nie wiem czy wiecie, ale ogromnie zazdroszczę każdej dziewczynie umiejętności namalowania jakiejkolwiek kreski. Moja kończy się sklejonymi rzęsami i krechą na połowę oka, no chyba że maluję się pół godziny, to wychodzi to w miarę okej. Kupiłam dwa produkty:



  • kamuflaż Catrice 010 Ivory- chciałam go upolować w Rossmannie jak róż, ale próżne moje nadzieje. W Hebe leżał ostatni, nieodpakowany i zaklejony, więc czym prędzej wrzuciłam go do koszyczka. Kupiłam go w standardowej cenie.
  • Maybelline, eyeliner Lasting Drama- nie ukrywam, że kupiłam go, żeby nauczyć się robić kreskę, ale nie miałam kiedy go użyć. Kosztował 15zł i zauroczyło mnie opakowanie. Z pewnością będę próbować i zdam relację ;)

Jak widzicie, niby tego dużo, ale tak naprawdę nie wydałam więcej niż mogłabym sobie pozwolić. Wszystko jest mi potrzebne i nie kupiłam nic, czego miałabym nie użyć. No, może oprócz lakieru, ale oddam go pewnie koleżance. Nie doszło do sytuacji jak z pierwszych promocji, kiedy byłam młoda, głupia i nieświadoma, i wydawałam 250zł na zakupy a 3/4 rzeczy oddawałam mamie. Teraz oddałam jej nietrafionego Kobo, więc jest zadowolona :D

A jak Wasze łupy? Czy kupiłyście coś, co mam i ja? 

Jeszcze raz zapraszam na facebooka: KLIK

Pozdrawiam,
Gumi

7 komentarzy:

  1. Kamuflaż z Catrice jest świetny, jestem z niego bardzo zadowolona :) I też skusiłam się na ten podkład z Rimmela, polowałam też na eyeliner z Maybelline ale nie udało się go zdobyć :c

    OdpowiedzUsuń
  2. No faktycznie - zachowanie niektórych kobiet jest przerażające. Bardzo ciekawe produkty kupilas ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie te promocje przerażają ;) Ja kupiłam tylko korektor pod oczy...i to wszystko ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakupy udane, bez zbędnych zapasów :D czyli tak jak powinno to wyglądać :D Ja też postanowiłam nie brać udziału w tych dantejskich scenach :D W części kobiet na słowo "promocja" uaktywniają się zwierzęce instynkty :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dziś wybrałam się na WIELKIE zakupy, 3 rzeczy i czuję się potwornie, bo nie lubię wydawać kasy na kosmetyki :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to się cieszę, że mam blisko tylko Rossmann, bo bym zbankrutowała :D

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja akurat w ogóle się nie załapałam na te promocje :) Miałam wszystko co potrzeba, owszem, kusiło mnie dokupienie kilku rzeczy 'na później', ale nie miałam ani grosza :) A jak w końcu zdecydowałam się pójść do Rossmanna i kupić jakąś delikatną pomadkę, to zostały już tylko te droższe i dupa :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)