czwartek, 14 stycznia 2016

103. Dlaczego nie warto mieć wielu kosmetyków i jak skutecznie się odgruzować?

Witajcie serdecznie! Sesja pełną parą, pracy nie brakuje a więc i na blogu spędzam dużo mniej czasu. Jest to moja pasja, a nie żaden biznes, więc nie odczuwam jakiejś wielkiej presji publikowania na czas, za to brakuje mi kontaktu z Wami! Obiecuję że po środowym egzaminie nadrobię większość zaległości w blogosferze :)

Jakiś czas temu przeglądając blogowe posty złapałam się za głowę jak wiele kosmetyków mają niektóre dziewczyny. O ile kolorówkę jestem w stanie bardziej zrozumieć, to zatrważającą ilość pielęgnacji już niekoniecznie. Po co i dlaczego poruszam taki temat? Bo sama dwa lata temu miałam manię posiadania, kupowania bo polecane, a 3/4 kosmetyków się przeterminowało, znudziło, tak naprawdę nie pasowało... Postanowiłam stworzyć krótki (ta, jasne!) poradnik jak nie dać się ogólnemu szałowi blogosfery, jak zużyć/pozbyć się zbędnych kosmetyków i jak powstrzymać się od kupowania kolejnych.





Pamiętam moje początki włosomanii- maska Latte, olejek z Babydream i jakiś delikatny szampon. Do tego serum na końcówki z Mariona i było super. Przynajmniej do czasu, kiedy nie trafiłam na blogi i nie zobaczyłam, jak wiele rzeczy kupują inne dziewczyny! Jakie cudowne maski! A jakie cudne włosy! To nic, że kręcone (a ja mam proste), ale na pewno na mnie też super zadziała! I tak wpadłam w pułapkę...

A zanim jeszcze trafiłam na włosomanię, namiętnie oglądałam kanały na Youtube i czekałam na promocję w Rossmannie żeby kupić te polecane przez vlogerki cuda. Nieraz zostawiałam w drogerii bajońskie sumy 200zł, wychodziłam z pełnymi torebkami zachwycona, na przykład tu w odmętach mojego instagrama, za czasów platynowego blondu czyniłam takie o zakupy:



Jak myślicie, ilu z tych kosmetyków użyłam? Podpowiem, że oprócz tuszy i cieni Maybelline ostały się dwa ;)

Tak naprawdę przez 3/4 czasu nie byłam świadoma po co to kupuję, no bo przecież polecane to TRZEBA MIEĆ. Bo jak nie będę miała, to będzie masakra i apokalipsa. 
Tak samo jak z tymi pomadkami, polecanymi niegdyś przez najpopularniejsze blogerki:



Użyłam ich może kilka razy a potem wkurzało mnie, że podkreślają to, że mam żółte zęby. A skąd miałam wiedzieć, że będą podkreślać? Nikt raczej o tym nie wspomina jeśli nie ma tego problemu, a wielka szkoda bo uchroniłoby wiele dziewczyn przed niemiłą niespodzianką.

Potem był czas, kiedy odkryłam magię płacenia przez internet i wszystkich cudownych drogerii internetowych i co najmniej raz w miesiącu pukał do mnie listonosz, który ledwo wnosił wielką paczkę pełną kosmetyków, a ja pocieszyłam się z nich przez parę dni, a potem jakoś wcale nie były takie super... Warto dodać, że na takie paki wydawałam nierzadko ponad stówkę, więc wyobraźcie sobie, na jakie wakacje mogłabym zamiast tego pojechać... Ale do rzeczy!

Ja rozumiem, że blogerki dostają pewne rzeczy do współpracy. Rozumiem, że nie każda przypadnie im do gustu, ale nie rozumiem po co kupować piętnasty szampon skoro ma się czternaście innych na półce, a argument "lubię zmieniać kosmetyki żeby mi się skalp nie przyzwyczaił" powala mnie w locie.

Co ja zrobiłam z moimi kosmetykami? Część oddałam mamie, część wyrzuciłam (bo były po terminie), a część zostawiłam i zużyłam. O ile z pielęgnacją to mały pikuś, to kolorówka była niezłym wyzwaniem. Ale po kolei, co i jak? 

Masz problem z wydawaniem bajońskich sum na coraz to nowe kosmetyki? Nie masz już nic do jedzenia, ale właśnie idzie do ciebie paczka z drogerii internetowej? Podarły Ci się ostatnie rajstopy przed imprezą, a nie masz nowych, no bo przecież tusz był ważniejszy? Chcesz pozbyć się problemu? No to słuchaj:

Krok pierwszy:
Uświadom sobie, że tego NIE potrzebujesz. Okej, fajnie że jedna blogerka kupiła podkład za dwie stówki, a inna kolejną maskę z Kallosa no i MUSISZ ją mieć, właśnie brałaś klucze od domu i miałaś po to iść. Nie ma mowy. Przypomnij sobie ile masz podkładów i masek z Kallosa. Tak, ta z tyłu półki też się liczy.


Krok drugi:
Zacznij od przejrzenia szuflady z kosmetykami, o ile połowa z nich Ci nie wypadnie przy otwieraniu i po problemie ;) czy naprawdę używasz 4 róży do policzków? Czy trzy otwarte podkłady to konieczność? Czy wszystkiego, tak na bieżąco i z ręką na sercu używasz? Jeśli nie, odłóż coś, czego nie nakładałaś od co najmniej miesiąca. Powinno wyeliminować większość kosmetyków.
Jeśli nie, czas na drastyczniejsze kroki- przyjrzyj się każdej palecie cieni, szmince, rozświetlaczom- czy każdy kosmetyk jest dopasowany do Twojego typu urody? Czy w każdym czujesz się jak milion dolców? Czy pięciu palet nie można zamienić na jedną z Twoimi ulubionymi cieniami? Jeśli na dwa pierwsze pytania odpowiedziałaś "nie", to czas odłożyć kosmetyk na bok.


Krok trzeci:
Przejdźmy do pielęgnacji. Najpierw musisz przebić się przez multum kremów i wybrać ten najlepszy. Ja w chwili obecnej mam dwa kremy na dzień i jeden na noc, więc myślę że ta ilość jest okej, bo używam ich naprzemiennie. Oczywiście, jeśli ktoś ma inne zalecenia dermatologiczne to już inna bajka, ale jeśli po prostu musiałaś kupić nowy krem do twarzy bo stary po tygodniu NIC NIE DZIAŁA, no to musisz wiedzieć, że aby krem zadziałał musimy mu dać minimum 32 dni. Na każdej skórze jest to inaczej, ale 32 dni to taki średni czas. Zostaw sobie sprawdzone kremy, wykończ je, a resztę oddaj, jeśli są nieotwarte sprzedaj/zostaw do późniejszego zużycia. To samo można zastosować do każdej pielęgnacji, no a jeśli nadal nie wiesz, co zrobić z tymi kosmetykami zajrzyj TU i TU.


Krok czwarty:
Po odgruzowaniu koniecznie zapisz sobie gdzieś odcień swojego podkładu (chyba, że masz super pamięć do takich rzeczy jak ja i przebudzona w nocy możesz wyrecytować, jaki jest numer Twojego podkładu/pudru/różu...) i innych kosmetyków do twarzy. Pamiętaj, że to mają być kosmetyki idealne dla Ciebie- czyli odpowiednio dobrany i nieodcinający się podkład, dobry matujący czy satynowy puder, nieosypujący się tusz... Wybierz to, co dla Ciebie najlepsze, no przecież na to zasługujesz! Jeśli masz problem z doborem koloru podkładu warto wybrać się do Inglota- panie profesjonalnie podpowiedzą i dobiorą odcień (nie wiecie w jakim byłam szoku, że powinnam używać jakieś 10 razy jaśniejszego podkładu od tego, który miałam!).


Krok piąty:
Jeśli jednak zamierzasz spróbować czegoś nowego, bo kosmetyk się kończy, polecam iść z podkładem do sklepu. Po prostu. A jeśli masz irracjonalne lęki i w Rossmannie zawsze czujesz się jak złodziej, bo pan ochroniarz bacznie Ci się przygląda, to nałóż sobie podkład przed sklepem na dłoń, a w sklepie zeswatchuj kilka, wyjdź przed drogerię i zobacz, czy jakikolwiek nie ściemniał, a czy może jakiś pasuje jak ulał. Ja tak zrobiłam i dzięki temu odkryłam świetny drogeryjny podkład.


A dlaczego nie warto mieć wielu kosmetyków?
Przede wszystkim dlatego, że i tak wszystkiego nie zużyjesz. Głupotą jest kupienie palety dla jednego cienia i nigdy nie ruszenie innych. Tak samo kupienie szminki, która na dziewczynie z Youtuba wygląda bosko (ale pamiętaj, że tu dochodzą ustawienia światła, lampy itd...), a na Tobie niekoniecznie i np. podkreśli Ci ciemniejsze zęby albo postarzy.
Po drugie dlatego, że mając ich mniej nie spędzasz godziny nad zastanawianiem się, czego tu użyć. Masz swoje sprawdzone kosmetyki i nimi się malujesz.
Po trzecie- masz większy ogląd na to, czego używasz i możesz powiedzieć (lub napisać szczerą i gruntowną recenzję- bo zdajesz sobie sprawę że recenzja kremu ze współpracy po dwóch tygodniach jest słabo wiarygodna?) czy się sprawdził, jaki daje efekt i czy jest szał.
Po czwarte- nie musisz kupować nowej komody żeby trzymać te wszystkie kosmetyki ;)

Oczywiście post możecie potraktować nieco z przymrużeniem oka, ale mnie aż mierzi jak widzę, ile dziewczyny kupują/dostają a ile się marnuje. Bardzo podziwiam youtubową Maxineczkę, która otwarcie mówi o tym, że zostawia tylko absolutnie fenomenalne kosmetyki, ale makijaż to jej zawód i w takim wypadku dość pokaźna ilość kosmetyków jest wskazana chociażby do różnorodnych turtoriali i tak dalej, no ale nie oszukujmy się, bo chyba nie każda z nas potrzebuje tylu pięknych palet i podkładów, bo po prostu fizycznie niemożliwym jest je zużyć, używać, a po co je kupować jak się nie używa.
To samo mogę odnieść do tematu włosów czy jakiejś pielęgnacji- sama pamiętam, że jak miałam 5 czy 6 odżywek i kilka masek to po pierwsze nie wiedziałam, co działa, a po drugie nie mogłam tego zużyć i pozbyć się bubli. Tak samo z paletkami cieni, z których używałam może dwóch, a od kiedy skomponowałam swoją Inglotową paletę nie mam tego problemu i używam ich systematycznie.

Ostatnia moja rada- nie przejmujcie się. W prawdziwym życiu wcale nie jest tak jak na zdjęciach na Instagramie czy na blogach. Serio :)


Mam nadzieję, że nie zrazicie się do mojej opinii a może komuś okaże się pomocna.

Pozdrawiam,
Gumi

7 komentarzy:

  1. Cieszę się, ze nie mam tego problemu:D każdego rodzaju kosmetyk mam po 1, maksymalnie 2 i oba są w użyciu. Więcej jest mazideł do ust, ale te tez używam, bo ciężko chodzić ciągle z jednym kolorem na ustach:D a jak kupię cos co wybitnie mi nie podpasuje to po kupieniu czegos lepszego wrzucam tamten do kosmetyczki mamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o pielęgnacje to moje zapasy są tak w miarę przystępne, no może oprócz żeli pod prysznic i odżywek, ale one schodzą u mnie szybko, więc się nie zmarnują. Jednak jeśli chodzi o kolorówkę, to tu już zaczynają się schody, ale może dlatego, że coraz bardziej zaczynam szaleć z makijażem. Jak znajdę trochę czasu to muszę przejrzeć wszystkie te kosmetyki i zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że nie tylko ja jestem czasami przerażona tak dużą ilością kosmetyków u dziewczyn :) Sama staram się używać tylko tyle, ile trzeba. Oczywiście zdarza się czasami, że pod wpływem recenzji skuszę się na coś, nawet jeśli nie jest to w tym momencie mi potrzebne. W końcu jesteśmy kobietami :) Ale zauważyłam, że w moim przypadku mniej znaczy więcej. Szczególnie jeśli chodzi o cerę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja natomiast jestem bardzo oszczędna i wydaje pieniadze tylko na to co naprawdę potrzebuje. Do tego wcale się nie maluje to co najważniejsze (rzesy, brwi) robie u kosmetyczki a nic innego nie potrzebuje ;) Czasem wydaje mi się, że mimo to mam dużo różnych kosmetyków, ale co do niektórych to jest nic! Większość mam z tego jak za większą kwotę kupie coś z Avon i dostaje gratis ;) Najwięcej jednak mam kosmetyków do cery, bo bardzo o nią dbam ;)

    Mój blog - Klik. Zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja całe szczęście nie kupuję dużo kosmetyków. :) Prawie w ogóle się nie maluję. Krem BB/lekki podkład i szminka. Więc nie mam potrzeby tyle kupować, ale gdy jeszcze kilka lat temu miałam np. 15 lat kupowałam każdy kosmetyk, który widziałam w reklamie i co najgorsza wszystkich używałam :O Dobrze, że te lata bezpowrotnie minęły. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak przeglądam blogi kosmetyczne to zawsze się zastanawiam jak dziewczyny mogą recenzować codziennie inny kosmetyk do włosów? Przecież stosując kilka różnych nowych kosmetyków naraz ciężko ocenić co na co wpływa... Ja w sumie zawsze byłam oszczędna w kosmetykach, szczególnie tych pielęgnacyjnych i wole kupić jeden duuuużo droższy niż 10 tanich.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z oświadczenia wiem, że im mniej tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)