poniedziałek, 29 lutego 2016

104. Podsumowanie ostatnich miesięcy- czemu nie czytam włosomaniaczek, sesja, nowa seria

Cześć! Nie mam zamiaru kolejny raz przepraszać Was za swoją nieobecność, bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach mało kogo to obchodzi ;) Serio, staram się tu zaglądać i czytać moje ulubione blogi, ale ostatnio znaczek Bloggera wywołuje we mnie ogromną niechęć, ale co i dlaczego, o tym w dalszej części. Chciałam napisać dla Was posta ze streszczeniem i opisaniem, co się u mnie działo, bo może kogoś to interesuje :D 

Szczerze uwielbiam czytać tygodniki u Aniamaluje czy piątki z Martą, ale uważam, że nie mam aż tylu treści żeby się z Wami dzielić, a poza tym mam wrażenie, że od blogerek włosowych oczekuje się tylko postów z niedzielami dla włosów, zakupami włosowymi i pięćdziesiątą recenzją Kallosa (nie mam nic do Kallosów, no ale wiecie...). I obowiązkowo trzeba pokazać, jak ma się dużo kosmetyków, bo bez tego ani rusz. Pod tym względem chyba wyrosłam z włosomanii, bo nadal mam kilka masek i próbuję nowych rzeczy, ale odkryłam, że włosy mają dobrze wyglądać i być dla mnie, a nie ja dla nich, więc ostatnio nie żałuję sobie kręcenia ich, ale nie zapominam o nawilżaniu i dbaniu o nie. Niestety totalnie mnie nie obchodzą właśnie niedziele dla włosów i wydaje mi się, że niektóre dziewczyny nie mają wiele do zaproponowania jeśli chodzi o treści. Sama średnio lubię tworzyć takie posty, gdzie muszę się obfotografować, bo a) nie mam fotografa, b) przy takiej pogodzie to bez sensu, c) na moich włosach nie widać większej różnicy po użyciu innych produktów. Są po prostu zdrowe, ale muszę im podciąć końcówki, bo ostatni raz robiłam to w październiku i wyglądają już trochę słabo :D Stąd zupełny brak mojej aktywności na blogu, bo chociaż na styczeń miałam zaplanowane posty, to wszystko mnie zniechęciło i postanowiłam, że napiszę jak będę naprawdę chciała.

Druga sprawa jest taka, że sesja zaczęła mi się w styczniu. Niby nie było jakiegoś ciśnienia, bo miałyśmy ze 3 zaliczenia plus 2 egzaminy, ale do tego miałyśmy dwa duże projekty do oddania i musiałam nadać pewne priorytety. W zeszłym semestrze trochę sobie pofolgowałam jeśli chodzi o seminarium, ale teoria już oddana (pewnie cała będzie do poprawy #mojeszczęście), a za trzy tygodnie muszę oddać drugi rozdział, więc muszę się spinać. Teraz zaczęłam praktyki ciągłe, co oznacza że mam dwa tygodnie w szkole od 8 do 12. Jestem dużo bardziej zadowolona z tych praktyk, bo zostałyśmy miło przyjęte, nasza opiekunka daje nam spore pole do popisu, a my mamy dużo pomysłów, więc jest na plus. I pierwszy raz chce mi się iść na praktyki, nie to co w poprzedniej szkole, gdzie tylko mnie oceniono za jedne zajęcia, które musiałam w trakcie zmieniać. Ale to wszystko układy i układziki, szkoda, bo po mojej podstawówce się tego nie spodziewałam.

Ostatnio zrobiłam spore zakupy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ja NIGDY nie robię dużych zakupów, szczególnie kosmetycznych i szczególnie przez internet. Jakoś tak wolę wszystko dotknąć, obejrzeć, przynieść sobie a nie czekać na przesyłkę czy paczkomat. Za zdanie sesji i oddanie rozdziału postanowiłam sprawić sobie paletkę do oczu i po wielu bitwach i męczarniach pt. którą wybrać?!?! zdecydowałam się na You're Gorgeous od Makeup Revolution. Zakupy robiłam na kosmetykomania.pl, bo mieli fajny, 15% rabat! Nastawiłam się na śliczny granat z drobinkami i okazało się... że to brudny morski. I radź sobie kobieto :D na szczęście reszta cieni jest cudna i wynagradza mi ten granat. Jak widzicie na poniższym zdjęciu musiałam uszkodzić dwa cienie paznokciem, bo nie byłabym sobą. Ja po prostu nie umiem otwierać takich rzeczy, a jak mam ręce śliskie od podkładu czy coś to już w ogóle muszę ją otwierać pęsetą :D




Do cieni zamówiłam bazę z Essence i na początku zmartwił mnie jej ciemny kolor, ale okazała się całkiem fajna i cienie dobrze się trzymają. No i nie nazywałabym się włosomaniaczką, jakbym nie kupiła maseczek do włosów. Nigdzie stacjonarnie nie widziałam małych Kallosów. Ani w Naturze, ani w sklepie z profesjonalnymi kosmetykami, a do Hebe mi nie po drodze. Zamówiłam więc te maseczki za 7,50zł, po czym weszłam dzisiaj do Natury i co? Maseczki po 5,99zł :D #mojeszczęście




Padło też na hybrydy. Ponieważ mój pierwszy zestaw odsprzedałam koleżance, a moja chińska lampa idzie już miesiąc, to kupiłam zestaw z Allepaznokcie. Wszystko czego Wam potrzeba za około stówkę, a możecie mieć piękne paznokcie w 20 minut. Dla mnie to ogromna wygoda i bardzo sobie cenię takie rozwiązanie, dlatego ja się nie wahałam ani chwili. Z czasem pewnie będę chciała spróbować pięknego Mardi Gras od Semilaca, ale póki co na takie ekscesy mnie nie stać ;) Wybaczcie mało artystyczne ujęcie i samotnie leżący płatek- zdjęcie nie było robione na potrzeby bloga :D Poniżej moje kolory na wzorniku, ciężko mi się je malowało i stąd te wyjścia za paznokieć. Na szczęście robię je tylko na swoje potrzeby i nie jestem profesjonalną manicurzystką.




Czasem jak słyszę, że dziewczyny narzekają na pracę to ciśnie mi się na usta "to ją zmień". Ostatnio dowiedziałam się, że moja praca jest nic niewarta, bo ja TYLKO opiekuję się dziećmi, a moja znajoma musi się użerać z klientami w popularnej sieciówce. Jeśli ktoś ma dziecko albo pracuje jako opiekunka to wie, że to nie polega tylko na puszczeniu bajki i siedzeniu na fejsie w telefonie a niestety takie jest powszechna opinia o opiekunkach... ;) Opiekuję się dwoma dziewczynkami w różnym wieku i z każdą trzeba robić coś innego, na przykład dwulatka uwielbia ciastolinę i rysowanie, ale trzeba uważać, żeby nie wsadziła jej sobie do nosa i non stop zwracać na nią uwagę, za to czterolatka uwielbia taniec i spokojnie mogę wyjść sama do toalety czy zostawić ją na chwilę samą w pokoju. Ciągle chciałabym im zaproponować zabawy z różnymi masami plastycznymi albo zrobić jakieś pomoce, ale brakuje mi czasu i muszę się wreszcie zebrać, bo to wspaniała zabawa i świetnie ćwiczy małą motorykę! Szczególnie zainteresowały mnie te przepisy i muszę je wykorzystać!

Coraz częściej zastanawiam się nad wprowadzeniem na bloga czegoś innego, nowych serii tematycznych. Na dniach pojawi się post z moim czytelniczym podsumowaniem i z książkami, które polecam, ale chciałabym też dzielić się z Wami treściami z zakresu moich studiów i mojej pracy- kreatywnymi pomysłami dla dzieci w różnym wieku, pomysłami na dekoracje, na fajne spędzenie czasu z dzieckiem. Co Wy na to? Wiem, że moi czytelnicy to osoby z pedagogiką zupełnie niezwiązane, ale i do takich osób chciałabym trafić. Mały sneak peak tego, o czym chciałabym napisać:




Ostatnie dwa miesiące chciałam też podsumować muzycznie i serialowo. Bardzo czekałam na nowy sezon Pretty Little Liars ale okazało się, że nie jest aż tak fajny i wydaje mi się, że albo nie mają już na to pomysłu, albo to znowu zawiła historia której nie rozumiem. Szkoda że ten sezon nie jest na takiej zasadzie jak dwa pierwsze, które były ekstra i najbardziej mi się podobały.
Drugi serial jaki oglądam to Supergirl, ale to bardziej dla zabicia czasu niż dlatego, że ma wciągającą akcję, bo nie ma :D. Po prostu lubię tą aktorkę i fajnie się ogląda.

Muzycznie zaskoczyłam sama siebie, bo ogólnie nie jestem żadną superfanką Justina Biebera i zwykle bliżej mi do pobłażliwego spojrzenia na jego muzykę, ale ostatnio spodobały mi się trzy piosenki i muszę przyznać, że wydał naprawdę niezłą płytę!





Następna piosenka to oczywiście Sia, która ma magiczny głos i całkowicie przekonałam się o tym w poniższym filmiku i polecam całą serię :D Jeśli chodzi o Cheap Thrills jestem totalnie zakochana i to piosenka z tych, które się nie nudzą nawet, jak słucham ich na zapętleniu drugi tydzień :D





Nie polecę Wam żadnego filmu oprócz Gwiezdnych Wojen, na których byłam w kinie z tatą, ale jestem nieobiektywnym widzem, bo Gwiezdne Wojny to mój film dzieciństwa i jako ośmioletni berbeć tłukłam się z kuzynem na miecze świetlne prawdopodobnie tak dobrze, jak Skywalkerowie :D tak bardzo nie mogłam się doczekać filmu i tak bardzo omijałam spoilery że udało mi się wytrwać do seansu nie wiedząc nic o filmie. Oryginalny humor zachowany, historia trochę zawiła i nawet ja na początku nie mogłam się zorientować, ale potem wszystko załapałam. Dużo scen nawiązujących do oryginalnej sagi, która u zagorzałych fanów wywoła uśmiech na twarzy i łezkę w oku. Polecam fanom i ciekawskim, którzy nie szaleją za sagą, ale chcą obejrzeć coś fajnego.

Na dniach spodziewajcie się postu czytelniczego, i proszę, dajcie znać co sądzicie o poście, podzielcie się swoim zdaniem na ten temat, bo uwielbiam czytać Wasze komentarze, a zauważyłam, że jak już człowiek zmusi się, żeby przeczytać, to nie skomentuje, bo po co :D


Pozdrawiam,
Gumi

5 komentarzy:

  1. Kochana pisz o czym tylko chcesz :* Niech blog będzie dla Ciebie, a nie Ty dla bloga :) Ja również uwielbiam bloga Aniamaluje :D I z chęcią poczytam o twoich studiach i o tym co Ciebie interesuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja pobłażliwym wzrokiem patrzę na ludzi, którzy nigdy nie obejrzeli Gwiezdnych Wojen :p To trochę jak nigdy nie widzieć Kevina :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu nas natura zaskoczyła :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)