wtorek, 5 lipca 2016

108. Moje przemyślenia po trzech latach studiów - pedagogika. Czy warto?

Cześć! Wreszcie mogę bez wyrzutów sumienia zajrzeć na bloga i cokolwiek napisać! Mam w planach sporo zmian, więc mam nadzieję że mimo wszystko ze mną zostaniecie i nadal będziecie zaglądać na mojego bloga ;)
Nie będę Wam się tłumaczyć z mojej nieobecności - pisałam już o tym tak dużo razy, że nie warto się powtarzać. Dziś za to przygotowałam Wam posta z podsumowaniem moich studiów. Kiedy sama rekrutowałam się na pedagogikę czytałam same negatywne opinie o nieprzyszłościowym kierunku, bezsensownych studiach, na których człowiek nic się nie nauczy i tym podobne. A jaka jest moja opinia?





Studia zaczęłam w 2013 roku po nieudanej przygodzie z ekonomią. Studiowałam na Uniwersytecie Łódzkim w trybie stacjonarnym i od razu wybierałam specjalność- pedagogika wczesnoszkolna i wychowanie przedszkolne. W tym momencie studenci I stopnia muszą zalogować się na ogólną pedagogikę i specjalność dobierają bodajże na 3 semestrze- z jednej strony jest to beznadziejne, bo "kto pierwszy ten lepszy", ale z drugiej strony po 2 semestrach każdy może zmienić zdanie, a niestety wczesnoszkolna jest najbardziej obleganym kierunkiem i nie ma możliwości przepisania się na nią, jak to jest w przypadku innych kierunków.
Możecie wybierać spośród siedmiu pedagogik- wspomnianej już wcześniej wczesnoszkolnej z wychowaniem przedszkolnym, opieki i terapii, pedagogiki społecznej, resocjalizacyjnej, kultury fizycznej i zdrowotnej, edukacji dorosłych oraz edukacji przez sztukę. Nie wypowiem się na temat innych kierunków, bo mam o nich tylko częściową wiedzę, więc skupimy się na pedagogice wczesnoszkolnej.
Pierwsze półtorej roku wszystkie specjalności mają zajęcia razem i są podzielone na grupy alfabetycznie, stąd bardzo trudno trafić na kogoś, z kim później będziemy w grupie na specjalności. Fajnie jest jednak poznać inne osoby i zawierać ciekawe znajomości, bo uwierzcie mi, że nigdy nie wiecie, kiedy się wam przydadzą. Zawsze można przepisać się do innej grupy pisząc podanie, jednak co roku trzeba powtarzać procedurę.
Zajęcia dotyczą przedmiotów ogólnopedagogicznych- mamy tu między innymi historię wychowania i myśli pedagogicznej, pedagogikę specjalną, społeczną, psychologię rozwoju, psychologię ogólną czy teoretyczne podstawy wychowania. Na drugim semestrze dochodzą nam tak zwane segmenty- odpowiednie specjalizacje muszą się zapisać na odpowiedni segment (podobno aby zdobyć uprawnienia nauczycielskie, choć nie wiem ile w tym prawdy). I na to obowiązują zapisy "kto pierwszy ten lepszy", i u nas część osób zapisywała się na segment, który po prostu wydawał im się ciekawszy. Skutkowało to tym że brakowało miejsca dla osób ze specjalności nauczycielskiej, ale wystarczyło napisać podanie i nie było z tym problemu.

Kiedy już przebrniemy przez trzy semestry przedmiotów ogólnych, przechodzimy na swoją własną specjalność i najczęściej dopiero teraz poznajemy nasz rok :) Z przedmiotów ogólnych zostaje nam tylko pedagogika społeczna, powszechny pogrom większości studentów, ale nie bójcie się- tak naprawdę to tylko pogłoski ;) Na moim kierunku w IV semestrze mieliśmy takie przedmioty jak:

  • edukacja plastyczna- zajęcia bardzo fajne jeśli chodzi o wykorzystywane techniki, twórcze i ciekawe propozycje, które można wykorzystać w pracy z dziećmi. Zajęcia przygotowywałyśmy w parach na konkretne tematy, ale każda z nas podeszła do tego super.
  • edukacja muzyczna, której osobiście nie polubiłam. Zajęcia polegały na przygotowaniu w czwórkach wybranych zagadnień i osobiście uważam, że powinny być prowadzone w całości przez prowadzącą, bo niewiele się nauczyłam i nie czuję się w tym mocna.
  • pedagogika zabawy- to były najprzyjemniejsze zajęcia, na których dużo się nauczyłyśmy, zintegrowałyśmy w grupie i mam sporą bazę ciekawych zabaw opracowanych tematycznie. Tu znowu prowadziłyśmy w parach, ale miałyśmy dostępną całą bazę pomocy zlokalizowanych w centrum dydaktycznym.
  • edukacja polonistyczna- to w sumie jeden z najtrudniejszych przedmiotów, jednak najbardziej ciekawy i prowadzony z ogromną dokładnością i pasją. Prowadząca zaraziła mnie ogromnym zainteresowaniem do zagadnienia glottodydaktyki i zupełnie innych metod czytania niż te znane ze szkoły. Zajęcia trwają 2 semestry.
  • edukacja teatralna- tu znowu byłyśmy podzielone na grupy i realizowałyśmy różne zadania- tworzyłyśmy własne pacynki, przedstawiałyśmy inscenizacje i tym podobne,
  • teoretyczne podstawy wczesnej edukacji- przedmiot czysto teoretyczny jak sama nazwa wskazuje, obowiązywał tylko wykład i obejmował zagadnienia z dziedziny teoretycznej pedagogiki wczesnoszkolnej.
  • pedagogika przedszkolna- bardzo przyjemny przedmiot, na którym wiele się nauczyłam i wiele mnie zaciekawiło. Na ćwiczeniach realizowaliśmy zagadnienia praktycznie w czwórkach.

Do tego praktyki pedagogiczne w przedszkolu- w semestrze realizowane są śródroczne (6 dni w semestrze po 5 godzin) i ciągłe (dwa tygodnie w wakacje). Na śródrocznych praktykach placówki są wyznaczane odgórnie, wybiera się z puli i można iść w kilka znajomych osób, a na praktykach ciągłych sami wybieracie placówkę i nauczyciela. Ja ze względu na to że jestem z Łodzi obie placówki miałam te same i zdecydowanie mogę polecić, więc jeśli jest tu jakaś zbłąkana duszyczka- zapraszam prywatnie ;)
Oczywiście mamy też seminarium- jesteśmy odgórnie przydzielani do promotorów, chociaż ja się zamieniłam i jestem bardzo zadowolona, także jest możliwość. Warto pytać i interesować się promotorami, żeby nie wpaść jak śliwka w kompot!



Na piątym semestrze mamy następujące przedmioty:

  • kontynuacja edukacji polonistycznej kończąca się egzaminem,
  • edukacja środowiskowa- niezbyt "łapałam" ideę tego przedmiotu, trwał dwa semestry,
  • edukacja matematyczna- trwa dwa semestry, na pierwszym na ćwiczeniach realizowaliśmy zagadnienia podstawy programowej w scenariuszach (w parach),
  • edukacja motoryczno-zdrowotna- ten przedmiot to była masakra, utwierdziłam się w przekonaniu że po prostu nie każdy przedmiot da się lubić ;) ogólnie dotyczył wychowania fizycznego.
  • żywe słowo w pracy z małym dzieckiem- fantastyczny prowadzący, ciekawe zajęcia pozwalające pokonać strach przed publiczną wypowiedzią,
  • pedagogika wczesnoszkolna- bardzo ciekawe zajęcia, interesujący przedmiot. Ćwiczenia zaliczaliśmy scenariuszem tematycznym- my miałyśmy np. Międzynarodowy Dzień Pizzy (a dzień święty trzeba święcić :D),
  • diagnoza i terapia małego dziecka- nie bywałam na wykładach (bo pracowałam), ale ćwiczenia były naprawdę ciekawe i przydatne, więc wiele się nauczyłam,
  • seminarium- pisanie pracy, prowadzenie badań, u każdego wygląda to inaczej.
Plus oczywiście praktyki śródroczne w szkole- odgórnie wybierane placówki, mimo wszystko ze swojej nie byłam zadowolona, na praktyki ciągłe odbywające się po sesji, a przed rozpoczęciem semestru VI przeniosłam się do innej szkoły wybranej przypadkowo przez koleżanki, a po dwóch tygodniach wyszłam stamtąd zachwycona jak nigdy wcześniej. Jedną z placówek mogę polecić, także jak wcześniej- zapraszam.

Ostatni semestr był jak dla mnie na mega wariata- sama nie wiem, kiedy to zleciało. Mieliśmy:
  • kontynuację edukacji matematycznej i środowiskowej,
  • planowanie pracy dydaktyczno-wychowawczej- poruszaliśmy zagadnienia podstawy programowej, rozmawialiśmy na temat pewnych nieścisłości, planowania pracy i tym podobne,
  • edukacja techniczna- tylko ćwiczenia, robiliśmy różne cuda, drewniane, papierowe, no i origami!
  • techniki twórczego myślenia w pracy z małym dzieckiem- bardzo przyjemne zajęcia, rozwijające różne sposoby naszego myślenia, my głównie robiliśmy zadania pisemne czy z wykorzystaniem rysunków, ale i te na wyobraźnię,
  • bezpieczeństwo i pierwsza pomoc- czyli typowa nauka pierwszej pomocy, my robiłyśmy w parach pewne zagadnienia odnośnie bezpieczeństwa i przedstawiałyśmy je grupie.
Jeśli chodzi o seminarium, tu już było wszystko na pełnej prędkości- analiza badań, poprawki pracy i tym podobne, dużo stresu i nerwów, które okazały się... niepotrzebne, bo z pracą było wszystko w porządku.

Obrona to najmilsza część studiów- każdy tak mówił, ale nie każdy miał tak wymagającego promotora ;) Są grupy, gdzie są zagadnienia podawane wcześniej (2-3 pytania), my miałyśmy pełną pulę 24, które musiałyśmy wykuć, pytanie do pracy (nie było wcześniej podawane, ale skoro ktoś sam pisał pracę nie mógł nie odpowiedzieć na pytanie ;) no i pytanie od recenzenta (wcześniej podany był mniej-więcej obszar zagadnieniowy, czyli np. metodologia, więc też można było się przygotować). Jednak komisja jest tam dla Was, a nie Wy dla nich, więc jak najbardziej da się zdać i to na naprawdę wysokie noty.



Gdybym cofnęła się w czasie i spotkała młodszą siebie, dałabym sobie następujące rady:
  1. Pracuj systematyczniej! Ja wiem, każdy sobie mówi "ale od przyszłego semestru/roku to ja uczę się wcześniej". Niestety, najczęściej daleko odbiega to od stanu faktycznego i potem, tak jak ja, działa się pod presją w stylu "nie nauczę się całego roku w dwa dni? No to patrz!". Zawsze jakoś dawałam radę, czasem coś poprawiałam, ale polecam sobie i wszystkim uczenie się wcześniej, lub, co najmniej, wcześniejsze przygotowywanie prac zaliczeniowych.
  2. Nie stresuj się tyle! Przez całe życie nie nastresowałam się tyle, co w ciągu trzech lat studiów. I nie mówię tylko o stresie związanym z oceną, ale z zaliczeniami ustnymi (które dla mnie są katorgą) czy po prostu samym nakręcaniem się w grupie (a jak wpisała same dobre oceny a teraz będzie wstawiać dwóje?). Nie ma takich egzaminów, których bym nie zdała, więc jednak wszystko się da i nie warto tyle się denerwować.
  3. Więcej aktywności! Aktywność fizyczna to coś, co u mnie praktycznie nie istniało. Niestety, przez 4 lata sporo przytyłam i chciałabym to teraz zrzucić. Jak myślę, że mogłam sobie ćwiczyć 3 razy w tygodniu i dawno mieć wymarzoną figurę, to chce mi się płakać. Ale, piwa się nawarzyło, to się je wypije ;)
  4. Przede wszystkim- szkolenia. Nic nie daje takiego doświadczenia i wiedzy jak szkolenia. Zawsze można odłożyć sobie jakieś pieniążki i iść na szkolenie, bo potem świetnie to wygląda w CV, a i my jesteśmy pewniejsi swojego fachu.
  5. Dużo aktywności uczelnianej. Przez rok byłam w kole naukowym (które, niestety, rozwiązało się po paru latach aktywności), potem starałam się brać udział w jakichś festiwalach i tym podobnych. Dało mi to dużo pewności siebie i odkryło jeszcze bardziej moją żyłkę organizatorską.
  6. Znajomości są bardzo ważne, a więc warto je pielęgnować. I nie mówię tu tylko o studenckich, ale i uczelnianych. Warto działać wolontaryjnie, poznawać osoby z uczelni, a kto wie, być może potem się to opłaci.
  7. Daj z siebie wszystko. Z jednej strony fajnie jest wstawać o 11, zapomnieć o wykładzie, cały dzień przesiedzieć na Kwejku czy grając w simsy, ale nie codziennie. W wolny dzień można sobie pozwolić na małą dyspensę, o ile codziennie śmigamy na wysokich obrotach. Pamiętam, jak na trzecim roku miałam niewiele zajęć, a pracowałam parę razy w tygodniu i nawet nie pamiętałam, jak to jest mieć wolny dzień. Na szczęście praca była związana z zawodem, świetnie się w niej spełniałam i miałam ogromną satysfakcję. Chwilowo nie pracuję, ale mam nadzieję, że wszystko zmieni się już od września ;) Teraz ciężko mi się przestawić na myślenie że ja na serio NIC nie muszę robić- ale coś bym chciała, a co, to napiszę Wam w innym poście.
  8. Rozwijaj swoje hobby- bo trzeba mieć jakąś radość z życia. Mimo, że moje studia w porównaniu do prawa czy medycyny są postrzegane jako dość proste, stres i nerwy nie były mi obce. Warto znaleźć jakieś fajne hobby, które pozwoli się tego pozbyć i zająć się czymś produktywnym. Do pewnego czasu ten blog był moim hobby i pisząc ten post, mam nadzieję i szczere przeczucie że jeszcze długo nim będzie :)
To chyba wszystko, co chciałam Wam napisać o moich studiach. Być może ktoś uzna ten post za przydatny, jeśli rekrutuje się na Uniwersytet Łódzki. Pamiętajcie, że większość pedagogik ma podobny program. Rady będą uniwersalne dla każdego studenta- mam nadzieję, że ktoś z nich skorzysta!

Pozdrawiam,
Gumi

3 komentarze:

  1. Bardzo fajne rady, z pewnością się komuś przydadzą, ja kiedyś byłam na pedagogice ale zrezygnowałam i poszłam na dziennikarstwo <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie wszystko opisałaś w tym wpisie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pedagogika to zupełnie nie moja broszka, ale powtarzam to i sobie, i każdej innej osobie - najważniejsze, żeby się podobało. Niestety w Polsce jest za dużo kierunków, które w przyszłości nie dają wielu miejsc pracy, ale jeżeli Ci się kierunek podobał i dajesz z siebie dużo, to się kiedyś opłaci. Jeżeli człowiek kocha swoją pracę, to nie pracuje ani jednego dnia w życiu - kiedyś powiedziała to moja ciocia i tego się póki co trzymam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :)
Nie wysilaj się na komentarze typu "obserwujemy" ;)